To moje narzekanie na obecne tłoczenia nie wynika tylko z moich obserwacji.
To suma spostrzeżeń po zakupach córki, kolegów i zasłyszane opinie z giełd płytowych.
Przez moją prasę do prostowania płyt przeszło setki takich egzemplarzy i dotyczy to jedynie samego prostowania.
Wynika to zapewne z braku obserwacji z poziomu płaszczyzny talerza gramofonu.
Jestem pewien że po zadaniu sobie trudu każdy znajdzie wśród swoich winyli sporo takich powyginanych. Wystarczy się przyjrzeć.
A jest to jedynie jedna z wymienionych powyżej usterek.
Płyty z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych to zaledwie promil wyprodukowanych bubli.
Być może te wadliwe nie przetrwały do naszych czasów i stąd taka o nich opinia.
One czasem szumią ale nie wydają dziwnych jęków i chrobotań jak te obecnie tłoczone.
A poligrafia ? Stare egzemplarze może mają bardziej wiotką okładkę ale fonogram wkładasz do niej bezproblemowo.
Dzisiejsze są sztywniejsze ale weź i wepchnij do niej płytę. Taka niby oszczędność ?
Sposób obcinania brzegów. Są tak czasem ostre że można się skaleczyć. Wśród tych z epoki nie spotkałam się z takim niechlujstwem.
I mogę tak długo jeszcze bo trudno jest mi się z tym pogodzić.
To suma spostrzeżeń po zakupach córki, kolegów i zasłyszane opinie z giełd płytowych.
Przez moją prasę do prostowania płyt przeszło setki takich egzemplarzy i dotyczy to jedynie samego prostowania.
Wynika to zapewne z braku obserwacji z poziomu płaszczyzny talerza gramofonu.
Jestem pewien że po zadaniu sobie trudu każdy znajdzie wśród swoich winyli sporo takich powyginanych. Wystarczy się przyjrzeć.
A jest to jedynie jedna z wymienionych powyżej usterek.
Płyty z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych to zaledwie promil wyprodukowanych bubli.
Być może te wadliwe nie przetrwały do naszych czasów i stąd taka o nich opinia.
One czasem szumią ale nie wydają dziwnych jęków i chrobotań jak te obecnie tłoczone.
A poligrafia ? Stare egzemplarze może mają bardziej wiotką okładkę ale fonogram wkładasz do niej bezproblemowo.
Dzisiejsze są sztywniejsze ale weź i wepchnij do niej płytę. Taka niby oszczędność ?
Sposób obcinania brzegów. Są tak czasem ostre że można się skaleczyć. Wśród tych z epoki nie spotkałam się z takim niechlujstwem.
I mogę tak długo jeszcze bo trudno jest mi się z tym pogodzić.
O takich wadach nowo tłoczonych płyt częściej się słyszy, jak samemu można się na nie natknąć.
Choć temat poruszony w tym wątku, obracał się wokół postrzegania jakości dźwięku. Zamierzam się w nim również odnieść do jakości technicznej tłoczenia płyt.
Problem niby nie nowy ale jednak nasilający się w miarę powrotu na modne posiadanie winyli.
O ile stare tłoczenia z ubiegłego wieku rzadko pozostawiają wiele do życzenia jeśli chodzi o wykonanie płyty winylowej.
O tyle obecnie produkowane płyty jawią się jak koszmar.
Wymieniać można bez końca:
- przeróżnego rodzaju krzywizny (miska, fala, kilku centymetrowe zagięcia)
- zatopione w płycie paprochy
- wystające ponad poziom płyty gródki
- dziwne okrągłe dołki wielkości łebka szpilki
- podwójne naklejane labele
- chrobotania w jednym lub obu kanałach stereo
- trzaski
- paskudnie obcięte ranty
- niecentryczne wykonane otwory
- ślady paluchów
- źle pozaklejane okładki (z których ciężko wyjąć i wepchnąć płytę)
Uff... jedna wielka tandeta nie mająca pokrycia w cenie jaką trzeba zapłacić za ten bubel wyprodukowany w tłoczni.
Kto tam pracuje...jeśli to w ogóle można nazwać pracą.
I niby to można olać i zwracać te buble wydawcy ale czy o to chodzi ?
Czasem nakłady są tak niskie że zwracając płytę już jej w ramach reklamacji nie odzyskamy, bo jej już zwyczajnie w sklepie nie ma.
Z resztą popatrzcie sami.
Tych płyt nawet nie można wytrzeć szczoteczką bez użycia docisku.
Problem niby nie nowy ale jednak nasilający się w miarę powrotu na modne posiadanie winyli.
O ile stare tłoczenia z ubiegłego wieku rzadko pozostawiają wiele do życzenia jeśli chodzi o wykonanie płyty winylowej.
O tyle obecnie produkowane płyty jawią się jak koszmar.
Wymieniać można bez końca:
- przeróżnego rodzaju krzywizny (miska, fala, kilku centymetrowe zagięcia)
- zatopione w płycie paprochy
- wystające ponad poziom płyty gródki
- dziwne okrągłe dołki wielkości łebka szpilki
- podwójne naklejane labele
- chrobotania w jednym lub obu kanałach stereo
- trzaski
- paskudnie obcięte ranty
- niecentryczne wykonane otwory
- ślady paluchów
- źle pozaklejane okładki (z których ciężko wyjąć i wepchnąć płytę)
Uff... jedna wielka tandeta nie mająca pokrycia w cenie jaką trzeba zapłacić za ten bubel wyprodukowany w tłoczni.
Kto tam pracuje...jeśli to w ogóle można nazwać pracą.
I niby to można olać i zwracać te buble wydawcy ale czy o to chodzi ?
Czasem nakłady są tak niskie że zwracając płytę już jej w ramach reklamacji nie odzyskamy, bo jej już zwyczajnie w sklepie nie ma.
Z resztą popatrzcie sami.
Tych płyt nawet nie można wytrzeć szczoteczką bez użycia docisku.
Tosterem
jak wszystkie tu. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałem w rękach aparat fotograficzny (a leży w szafce niczego sobie Fuji) 
Tu Redmin13
jak wszystkie tu. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałem w rękach aparat fotograficzny (a leży w szafce niczego sobie Fuji) 
Tu Redmin13
Wreszcie. Żeby tylko nie zmroziło. Czym zrobione ?
Kolejna wiosenna impresja 
Bardzo przyjemne i łatwo przyswajalne brzmienia jazzowe.
Aplikacja b. wygodna, sama znajduje w sieci lokalnej (jeżeli ma dostęp) działające komupertki z Daphile i je zapamiętuje. Pozwala sterować odtwarzaczem b. podobnie jak przez stronę w przeglądarce. Znaleźć ją można w zasobach F-Droid'a.
Obierając ziemniaki do obiadu...
