The best topic

*

Wiadomości: 3
Total votes: : 1

Ostatnia wiadomość: 13 Lipiec 2024, 19:41:13
Odp: Na starość też można prowadzić ... wysłana przez StaryM

Wszystko rozkwita, wydaje owoce; potem więdnie, obumiera... I tak w koło.

A co jeśli z naszą cywilizacją jest dokładnie tak samo?
Być może żyjemy od zagłady do zagłady. Gdyby obecnie doszło do globalnego konfliktu prawdopodobnie ostałyby się tereny najmniej ucywilizowane. Te, na których ludzie żyją jeszcze w epoce kamienia. Za kilkanaście tysięcy lat, kiedy siłą rzeczy w końcu osiągną odpowiedni poziom, być może odrzucą jakiś artefakt wskazujący na istnienie cywilizacji technicznej przed wiekami z dopiskiem "przecież to nie mogło być możliwe" - to my jesteśmy cywilizacją! Jedyną! Teraz!

Współczesna nauka za pomocą dziedziny zwanej antropogenezą wyjaśnia to za pomocą teorii ewolucji. Na długiej drodze przemian ze zwierzęcia zwanego małpą pojawił się w końcu człowiek współczesny. Jak to się mówi w żartach, zeszliśmy z drzewa.
Kiedy to mogło nastąpić?  To też nauka dokładnie precyzuje.
Homo sapiens pojawiają się w Afryce już jakieś 300 tysięcy lat temu, homo erectus pojawia się 1,5 mln. lat temu a homo habilis jakieś 2,3 mln.
Był jeszcze ten najstarszy, australopitek, ale tego nauka pozostawia małpą, która nie ma bliskiego związku z gatunkiem homo (boczna gałąź ewolucji). I drobna lecz zasadnicza uwaga, australopiteki były czworonożne.

Bardzo ładnie ukazuje to poniższy rysunek.

Tymczasem w latach 1977-1979 badaczka brytyjska Mary Leakey odkryła zastygłe w tufie wulkanicznym ślady człowieka dwunożnego sprzed 3,6 mln lat.

Dodam jeszcze jedne ślady. Tym razem ślady człowieka biegną obok śladów ...dinozaura. Te ostatnie zaś wymarły jakieś 60 milionów lat temu.

Coś nie tak jest z tymi dinozaurami.
W 1944 roku W. Julsrud odkupił od meksykańskiego rolnika wydobywającego je ze swojego pola 33 500 sztuk różnych figurek.
Figurki ciekawe o tyle, że przedstawiały obok postaci ludzi także "smoki" podobne to wspomnianych wyżej dinozaurów.
Większość naukowców z urzędu odrzuciła je jako falsyfikaty nawet ich nie oglądając naocznie. Ci, którzy je widzieli jak Carlos Perea z Narodowego Muzeum Antropologii, orzekli ich autentyczność.

Z innego rejonu, podobne "klimaty" grawerowane na kamieniach z Ica (jeden z nich poniżej).

Być może dinozaury nie dotrwały do czasów nam współczesnych ale widać, że pamięć o nich była przekazywana z pokolenia na pokolenie, skoro...

W archeologicznym światku zawrzało! Ludzie, którzy kolekcji nie widzieli, okrzyknęli Julsruda oszustem (w najlepszym razie - naiwniakiem). Wystarczył fakt, że dinozaury po prostu NIE MOGŁY żyć w tym samym czasie, co ludzie. Inaczej podchodzili do sprawy ci, którzy widzieli kolekcję. Na przykład Carlos Perea z Narodowego Muzeum Antropologii oświadczył, że figurki są autentyczne.
W 1954 r. rząd meksykański oddelegował do Acambaro czterech znanych archeologów. W pobliżu wykopalisk Julsruda znaleźli kolejne skupisko figurek. W pierwszej chwili uznali je za autentyczne. Po trzech tygodniach zmienili raport: wyobrażenia dinozaura obok człowieka po prostu muszą być podróbkami!
Rok później kolekcją Julsruda zainteresował się Charles Hapgood, amerykański profesor antropologii z uniwersytetu w New Hampshire. Przystępował do bali dań uważając, że ma do czynienia z oszustwem. I... zmienił zdanie.
Badał kolekcję przez osiemnaście lat. W 1973 r. wydał własnym nakładem książkę ,,Tajemnice Acambaro", dowodząc autentyczności figurek Julsruda.
Hapgood zaprosił do współpracy zoologa Ivana T. Sandersona i byłego prokuratora stanowego Earle'a Stanieya Gardnera, twórcę kryminałów o adwokacie Perrym Masonie.
Gardner opisał później historię wykopalisk w Acambaro w książce bogato ilustrowanej zdjęciami. Sanderson był zdumiony, ze jedna z figurek jest dokładną podobizną amerykańskiego dinozaura (brachiozaura)! Obok figurek znaleziono zęby jakiegoś zwierzęcia. Jak się okazało, należały do wymarłego w epoce lodowcowej konia!
Sanderson i Gardner podjęli poszukiwania na własną rękę - pod domem naczelnika policji, zbudowanym jeszcze w XIX w., na 25 lat przed przybyciem Julsruda do Meksyku. Znaleźli tam 43 figurki.
By zbadać autentyczność kolekcji, Hapgood wysłał do laboratorium w USA osady węgla po wypalaniu, znalezione na figurkach. Wyniki otrzymane w kilku laboratoriach różniły się, ale i tak świadczyły, że nie są to współczesne podróbki. Według badaczy, figurki pochodziły z 4530, 1640 lub 1110 r. p.n.e. Badania metodą termoluminescencji przyniosły kolejną datę: 2500 r. p.n.e. Eksperci wpadali w prawdziwy popłoch, gdy już po badaniach powiedziano im, że badali próbki pochodzące z ,,kolekcji dinozaurów".
W 1990 r. fragmenty figurek Julsruda zbadano metodą radiowęglową. Ich wiek został oceniony na maksimum cztery tysiące lat. Skąd zatem starożytni twórcy figurek mogli wiedzieć, jak wyglądały dinozaury, które miały wymrzeć 65 milionów lat wcześniej?

Jako nieuleczalny sceptyk nie wierzę w większość fascynujących "odkryć". Zwykle jak przyjdzie co do czego, to i tak zwycięża brzytwa Ockhama.
Dinozaury, które ludzie widzieli na własne oczy w zamierzchłych czasach przed 65 milionami lat miałyby być źródłem opowieści o smokach? Yyyy...
Nieliczne szkielety, które dotrwały do naszych czasów, zachowały się głównie dzięki odizolowaniu ich od wpływów natury - powietrza, wody, wiatrów etc. Jest na Ziemi kilka miejsc tylko, gdzie te szkielety się znajduje. Czasem znajduje się tzw skamienieliny, ale to ciut inna bajka. Jednak czy tylko w naszych czasach ludzie odgrzebywali jakieś szkielety? Być może kilka tysięcy lat temu również zdarzyło się tu i ówdzie, że nasi praprzodkowie stali się świadkami niezwykłych odkryć. Nie prowadzili badań archeologicznych, ale mogli przypadkiem trafić na jakąś jaskinię, albo jakiś masyw skalny pękł odkrywając coś, co w środku było schowane. Aby utkać świetną opowieść o stworach latających i ziejących ogniem mogły wystarczyć  ogromne szkielety, a nie żywe stworzenia. Nie powinniśmy dziś wątpić w zdolności gatunku ludzkiego do fantazjowania. Niejaki Maciej Giertych twierdzący, że Ziemia ma 6 tysięcy lat (tak, jak to w Biblii opisano) i że legenda o smoku wawelskim dowodzi, że dinozaury żyły w czasach "prawie" historycznych, jest przykładem niczym nie skrępowanej fantazji pozbawionej choć małego ziarnka racjonalizmu.
Ale też eksperymenty naukowe mówią nam, że jeśli nagle cywilizacja ludzka zniknie, to dowody jej istnienia znikną najdalej chyba po 2 milionach lat. Nie zachowają się drogi, mosty, budowle, a tym bardziej elektronika. Nic nie zostanie. Najprędzej - w teorii - mogłyby się zachować jakieś szkielety właśnie, jeśli powtórzy się podobny kataklizm jak ten z dinozaurami. A więc może nie jesteśmy pierwszą cywilizacją? Może to cykl powtarzający się nie pierwszy już raz. :)
A man can never have enough turntables.

Temat jest niewątpliwie ciekawy i interesujący. Ja ze swojej strony polecam książkę Michaela Cremo i Richarda Thompsona "Zakazana archeologia. Ukryta historia człowieka". Pozycja ta narobiła sporego szumu w świecie nauki. Lektura jej naprawdę daje sporo do myślenia.
Nie znam się, to się wypowiem.

A na wesoło, polecam  zabawę z twórczością Ericha von Dänikena.

Cytat: Bertrand w 28 Maj 2016, 10:30:42Temat jest niewątpliwie ciekawy i interesujący. Ja ze swojej strony polecam książkę Michaela Cremo i Richarda Thompsona "Zakazana archeologia. Ukryta historia człowieka". Pozycja ta narobiła sporego szumu w świecie nauki. Lektura jej naprawdę daje sporo do myślenia.


Bardzo ciekawa książka traktująca o podobnych przypadkach o jakich wcześniej mówiłem. Oczywiście jej zawartość jest o wiele bogatsza. Mam ją w swojej biblioteczce.  Polskie wydanie z 1996 roku.  Polecam. Naprawdę warto zapoznać się z jej treścią.

Takie kulki znajdują (już około 200 sztuk) afrykańscy górnicy (pierwszy raz lata 70-te ubiegłego wieku) w warstwie mineralnej o nazwie pirofilit. Minerał dość osobliwy, gdyż powstał w prekambrze czyli 2,8 miliarda lat  temu (!).
Kulki mają średnicę od 2,5 do 10 centymetrów. Posiadają grubość ścianek +/- 6 mm i w środku jakiś gąbczasty "wypełniacz", który w zetknięciu z powietrzem zamienia się w pył. Kulki niesamowicie twarde, trudne to przepołowienia. Analiza materiałowa wykazała, ze jest to stop (a taki w naturze nie występuje) stali i niklu.

15 lat temu, sferoidy te przyciągnęły uwagę Johna Hunda z południowoafrykańskiego Petersburga. Pewnego razu siedząc przy stoliku w restauracji wyjął kulkę i położył ja na stole, zauważył, że kulka ta jest bardzo stabilna. Hund postanowił przesłać artefakt do amerykańskiego Instytutu Badań Kosmosu przy Caltech, w Kalifornii. Okazało się, że kulka jest idealnie wyważona. Dokładność wyważenia sięga 1/100.000 cala! Pewien uczony z NASA przyznał się do tego, że u nich nie istnieje technologia, która umożliwiłaby zrobienie czegoś takiego na Ziemi. Coś takiego zrobić można - owszem, ale... tylko i wyłącznie w warunkach zerowej grawitacji. W warunkach stanu nieważkości. Tylko w Kosmosie!...

@Darion

Mam to samo wydanie.
Nie znam się, to się wypowiem.