Wszystko rozkwita, wydaje owoce; potem więdnie, obumiera... I tak w koło.
A co jeśli z naszą cywilizacją jest dokładnie tak samo?
Być może żyjemy od zagłady do zagłady. Gdyby obecnie doszło do globalnego konfliktu prawdopodobnie ostałyby się tereny najmniej ucywilizowane. Te, na których ludzie żyją jeszcze w epoce kamienia. Za kilkanaście tysięcy lat, kiedy siłą rzeczy w końcu osiągną odpowiedni poziom, być może odrzucą jakiś artefakt wskazujący na istnienie cywilizacji technicznej przed wiekami z dopiskiem "przecież to nie mogło być możliwe" - to my jesteśmy cywilizacją! Jedyną! Teraz!
Współczesna nauka za pomocą dziedziny zwanej antropogenezą wyjaśnia to za pomocą teorii ewolucji. Na długiej drodze przemian ze zwierzęcia zwanego małpą pojawił się w końcu człowiek współczesny. Jak to się mówi w żartach, zeszliśmy z drzewa.
Kiedy to mogło nastąpić? To też nauka dokładnie precyzuje.
Homo sapiens pojawiają się w Afryce już jakieś 300 tysięcy lat temu, homo erectus pojawia się 1,5 mln. lat temu a homo habilis jakieś 2,3 mln.
Był jeszcze ten najstarszy, australopitek, ale tego nauka pozostawia małpą, która nie ma bliskiego związku z gatunkiem homo (boczna gałąź ewolucji). I drobna lecz zasadnicza uwaga, australopiteki były czworonożne.
Bardzo ładnie ukazuje to poniższy rysunek.
Tymczasem w latach 1977-1979 badaczka brytyjska Mary Leakey odkryła zastygłe w tufie wulkanicznym ślady człowieka dwunożnego sprzed 3,6 mln lat.
Dodam jeszcze jedne ślady. Tym razem ślady człowieka biegną obok śladów ...dinozaura. Te ostatnie zaś wymarły jakieś 60 milionów lat temu.
Coś nie tak jest z tymi dinozaurami.
W 1944 roku W. Julsrud odkupił od meksykańskiego rolnika wydobywającego je ze swojego pola 33 500 sztuk różnych figurek.
Figurki ciekawe o tyle, że przedstawiały obok postaci ludzi także "smoki" podobne to wspomnianych wyżej dinozaurów.
Większość naukowców z urzędu odrzuciła je jako falsyfikaty nawet ich nie oglądając naocznie. Ci, którzy je widzieli jak Carlos Perea z Narodowego Muzeum Antropologii, orzekli ich autentyczność.
Z innego rejonu, podobne "klimaty" grawerowane na kamieniach z Ica (jeden z nich poniżej).
Być może dinozaury nie dotrwały do czasów nam współczesnych ale widać, że pamięć o nich była przekazywana z pokolenia na pokolenie, skoro...
W archeologicznym światku zawrzało! Ludzie, którzy kolekcji nie widzieli, okrzyknęli Julsruda oszustem (w najlepszym razie - naiwniakiem). Wystarczył fakt, że dinozaury po prostu NIE MOGŁY żyć w tym samym czasie, co ludzie. Inaczej podchodzili do sprawy ci, którzy widzieli kolekcję. Na przykład Carlos Perea z Narodowego Muzeum Antropologii oświadczył, że figurki są autentyczne.
W 1954 r. rząd meksykański oddelegował do Acambaro czterech znanych archeologów. W pobliżu wykopalisk Julsruda znaleźli kolejne skupisko figurek. W pierwszej chwili uznali je za autentyczne. Po trzech tygodniach zmienili raport: wyobrażenia dinozaura obok człowieka po prostu muszą być podróbkami!
Rok później kolekcją Julsruda zainteresował się Charles Hapgood, amerykański profesor antropologii z uniwersytetu w New Hampshire. Przystępował do bali dań uważając, że ma do czynienia z oszustwem. I... zmienił zdanie.
Badał kolekcję przez osiemnaście lat. W 1973 r. wydał własnym nakładem książkę ,,Tajemnice Acambaro", dowodząc autentyczności figurek Julsruda.
Hapgood zaprosił do współpracy zoologa Ivana T. Sandersona i byłego prokuratora stanowego Earle'a Stanieya Gardnera, twórcę kryminałów o adwokacie Perrym Masonie.
Gardner opisał później historię wykopalisk w Acambaro w książce bogato ilustrowanej zdjęciami. Sanderson był zdumiony, ze jedna z figurek jest dokładną podobizną amerykańskiego dinozaura (brachiozaura)! Obok figurek znaleziono zęby jakiegoś zwierzęcia. Jak się okazało, należały do wymarłego w epoce lodowcowej konia!
Sanderson i Gardner podjęli poszukiwania na własną rękę - pod domem naczelnika policji, zbudowanym jeszcze w XIX w., na 25 lat przed przybyciem Julsruda do Meksyku. Znaleźli tam 43 figurki.
By zbadać autentyczność kolekcji, Hapgood wysłał do laboratorium w USA osady węgla po wypalaniu, znalezione na figurkach. Wyniki otrzymane w kilku laboratoriach różniły się, ale i tak świadczyły, że nie są to współczesne podróbki. Według badaczy, figurki pochodziły z 4530, 1640 lub 1110 r. p.n.e. Badania metodą termoluminescencji przyniosły kolejną datę: 2500 r. p.n.e. Eksperci wpadali w prawdziwy popłoch, gdy już po badaniach powiedziano im, że badali próbki pochodzące z ,,kolekcji dinozaurów".
W 1990 r. fragmenty figurek Julsruda zbadano metodą radiowęglową. Ich wiek został oceniony na maksimum cztery tysiące lat. Skąd zatem starożytni twórcy figurek mogli wiedzieć, jak wyglądały dinozaury, które miały wymrzeć 65 milionów lat wcześniej?
Jako nieuleczalny sceptyk nie wierzę w większość fascynujących "odkryć". Zwykle jak przyjdzie co do czego, to i tak zwycięża brzytwa Ockhama.
Dinozaury, które ludzie widzieli na własne oczy w zamierzchłych czasach przed 65 milionami lat miałyby być źródłem opowieści o smokach? Yyyy...
Nieliczne szkielety, które dotrwały do naszych czasów, zachowały się głównie dzięki odizolowaniu ich od wpływów natury - powietrza, wody, wiatrów etc. Jest na Ziemi kilka miejsc tylko, gdzie te szkielety się znajduje. Czasem znajduje się tzw skamienieliny, ale to ciut inna bajka. Jednak czy tylko w naszych czasach ludzie odgrzebywali jakieś szkielety? Być może kilka tysięcy lat temu również zdarzyło się tu i ówdzie, że nasi praprzodkowie stali się świadkami niezwykłych odkryć. Nie prowadzili badań archeologicznych, ale mogli przypadkiem trafić na jakąś jaskinię, albo jakiś masyw skalny pękł odkrywając coś, co w środku było schowane. Aby utkać świetną opowieść o stworach latających i ziejących ogniem mogły wystarczyć ogromne szkielety, a nie żywe stworzenia. Nie powinniśmy dziś wątpić w zdolności gatunku ludzkiego do fantazjowania. Niejaki Maciej Giertych twierdzący, że Ziemia ma 6 tysięcy lat (tak, jak to w Biblii opisano) i że legenda o smoku wawelskim dowodzi, że dinozaury żyły w czasach "prawie" historycznych, jest przykładem niczym nie skrępowanej fantazji pozbawionej choć małego ziarnka racjonalizmu.
Ale też eksperymenty naukowe mówią nam, że jeśli nagle cywilizacja ludzka zniknie, to dowody jej istnienia znikną najdalej chyba po 2 milionach lat. Nie zachowają się drogi, mosty, budowle, a tym bardziej elektronika. Nic nie zostanie. Najprędzej - w teorii - mogłyby się zachować jakieś szkielety właśnie, jeśli powtórzy się podobny kataklizm jak ten z dinozaurami. A więc może nie jesteśmy pierwszą cywilizacją? Może to cykl powtarzający się nie pierwszy już raz. :)
Temat jest niewątpliwie ciekawy i interesujący. Ja ze swojej strony polecam książkę Michaela Cremo i Richarda Thompsona "Zakazana archeologia. Ukryta historia człowieka". Pozycja ta narobiła sporego szumu w świecie nauki. Lektura jej naprawdę daje sporo do myślenia.
A na wesoło, polecam zabawę z twórczością Ericha von Dänikena.
Cytat: Bertrand w 28 Maj 2016, 10:30:42Temat jest niewątpliwie ciekawy i interesujący. Ja ze swojej strony polecam książkę Michaela Cremo i Richarda Thompsona "Zakazana archeologia. Ukryta historia człowieka". Pozycja ta narobiła sporego szumu w świecie nauki. Lektura jej naprawdę daje sporo do myślenia.
Bardzo ciekawa książka traktująca o podobnych przypadkach o jakich wcześniej mówiłem. Oczywiście jej zawartość jest o wiele bogatsza. Mam ją w swojej biblioteczce. Polskie wydanie z 1996 roku. Polecam. Naprawdę warto zapoznać się z jej treścią.
Takie kulki znajdują (już około 200 sztuk) afrykańscy górnicy (pierwszy raz lata 70-te ubiegłego wieku) w warstwie mineralnej o nazwie pirofilit. Minerał dość osobliwy, gdyż powstał w prekambrze czyli 2,8 miliarda lat temu (!).
Kulki mają średnicę od 2,5 do 10 centymetrów. Posiadają grubość ścianek +/- 6 mm i w środku jakiś gąbczasty "wypełniacz", który w zetknięciu z powietrzem zamienia się w pył. Kulki niesamowicie twarde, trudne to przepołowienia. Analiza materiałowa wykazała, ze jest to stop (a taki w naturze nie występuje) stali i niklu.
15 lat temu, sferoidy te przyciągnęły uwagę Johna Hunda z południowoafrykańskiego Petersburga. Pewnego razu siedząc przy stoliku w restauracji wyjął kulkę i położył ja na stole, zauważył, że kulka ta jest bardzo stabilna. Hund postanowił przesłać artefakt do amerykańskiego Instytutu Badań Kosmosu przy Caltech, w Kalifornii. Okazało się, że kulka jest idealnie wyważona. Dokładność wyważenia sięga 1/100.000 cala! Pewien uczony z NASA przyznał się do tego, że u nich nie istnieje technologia, która umożliwiłaby zrobienie czegoś takiego na Ziemi. Coś takiego zrobić można - owszem, ale... tylko i wyłącznie w warunkach zerowej grawitacji. W warunkach stanu nieważkości. Tylko w Kosmosie!...
@Darion
Mam to samo wydanie.
Skąd się wziął człowiek? Nie, skąd (od kogo) pochodzi. To już zostawmy na inny temat (może być o Darwinie).
Ale skąd się wziął w tym miejscu i o tym czasie? Jak to możliwe aby znajdować jego ślady w czasach, kiedy to wedle wszelkich prawideł nauki, jego prapra coś tam skakało po drzewach lub co gorsza - jeszcze pływało w morzu?
W 1844 roku w kamieniołomie Kingoodie (Szkocja), znaleziono gwóźdź wewnątrz bloku piaskowca (piaskowiec ten datowany jest na dewon 360-408mln lat temu). Jego wystająca część była zardzewiała. Ułożony był wzdłuż krawędzi ostrzem na zewnątrz (co wyklucza że był on wbity w kamień). Jego główka miała szerokość 2,5cm. Raport na temat znaleziska sporządził Sir David Brewster.
W czerwcu 1852 roku po wysadzeniu skały (zlepieńca datowanego na prekambr- ponad 600mln lat temu) w pobliżu Meeting House Hill w Dorchester (USA) znaleziono rozłupany na dwie części metaliczny wazonik o dzwonowatym kształcie o wymiarach 11cm wysokości, 16,5cm w podstawie, 5cm u wylewu i 2mm grubości. Oceniono że zrobiony był z cynku lub jego stopu z dość dużą domieszką srebra. Z boku naczynia przedstawiono sześć postaci i kwiat inkrustowany srebrem. W dolnej części umieszczono motyw roślinny (prawdopodobnie winorośl, lub wieniec). Artykuł "Relikt minionej epoki", "Scientific American" 05.06.1852r.
Geolog John T.Reid odkrył w Newadzie (USA) skamieniały odcisk buta. Wokół konturu widać ślad nici zszywającej podeszwę z obwódką. Odcisnęła się również inna linia szycia i zagłębienie wyglądające na spowodowane przetarciem podeszwy w miejscu pięty. Triasowa skała z odciskiem datowana jest na 213-248mln lat wstecz. Znalezisko opisano w "New York Sunday American, American Weekly" 08.10.1922r.
W 1968 roku w Saint-Jean de Livet (Francja) w kamieniołomie którego pokłady datuje się na 65mln lat odkryto wielościenne rury różnej wielkości. Przekazano je do laboratorium geomorfologicznego przy Uniwersytecie w Caen. Znalezisko opisał William R.Corliss w książce "Ancient Man:A Handbook of Puzzling Artifacts".
W 1968 roku w Wheeler Shale, w okolicy Antelope Spring (USA), William J.Meister odkrył w bryle łupku odcisk buta, a w jego obrębie szczątki trylobitów. Skała datowana jest na kambr 505-590mln lat temu. Znalezisko opisane w "Creation Research Society Quarterly".
Ta Prohm.
Wspaniałe świątynie w dżungli w Kambodży były stworzone przez cywilizację Khmer, która istniała od początku VIII i trwała do XIV wieku n.e. Budowniczym tego imperium nazywał się Dżajawarmana VII; został koronowany na króla w 1181 roku. Jego posągi, które przedstawiają go medytującego znajdujemy w całym regionie.
Doskonałym przykładem jego silnej władzy i geniuszu może być świątynia klasztoru Ta Prohm, którą stworzył na cześć swej matki w 1186.
Te wspaniała świątynia została na nowo odkryta przez portugalskich misjonarzy katolickich w XVI wieku. Świątynia pozostała zachowana do dziś w swoim naturalnym stanie. Niedawno międzynarodową uwagę przykuło to miejsce gdy zawitała tam ekipa filmowa kręcąc pierwszą część filmu o przygodach Lary Croft.
Ta Prohm obfituje w kamienne posągi i liczne płaskorzeźby. Prawie każdy centymetr kwadratowy szarego piaskowca pokryty jest ozdobnymi rzeźbami. Setki dekoracyjnych kamiennych kręgów przedstawia wiele znanych zwierząt, np. małpy, jelenie, bawoły wodne, papugi.
A także... stegozaura!
(https://audiocafe.pl/index.php?action=dlattach;topic=580.0;attach=5686;image)
Zwłaszcza te stwory z lewej strony kamienia na ilustracji są mi skądś znane, nawet w podobnych pozycjach!
Też z dawnych czasów....
Bo teraz w życiu jesień się zbliża.
Zapomnieliście jeszcze o odkryciach Ericha von Danikena i jego koncepcjach kosmitów, którzy pomagali Egipcjanom stawiać piramidy. ;)
Nie musieli być to wcale kosmici...
Rzeczywiście wiele na to wskazuje, że bardzo dawno temu ludzie osiągnęli wysoki stopień rozwoju.
Swobodnie przemieszczali się pomiędzy sobą, używali maszyn i urządzeń technicznych, posiadali broń atomową. Pewnie też i latali w kosmos. Kiedy doszło do konfliktu każda ze stron użyła całej swojej potęgi. Cywilizacje te upadły. Ktoś może ocalał i przybył samochodem, samolotem (Quetzalcoatl, Pierzasty Wąż- smuga kondensacyjna odrzutowca?) w rejony wtedy dzikie i niezamieszkane lub ewentualnie zamieszkane przez prymitywne plemiona. Dla nich stali się bogami i przewodnikami. Być może pomogli odeprzeć swoim smokiem na gąsienicach (boską mocą) zaczepki agresywnych sąsiadów, być może starali się wpoić trochę swojej wiedzy podopiecznym.
Ci starali się jak mogli by wiedzę tę zachować przez całe pokolenia. Wpierw ustnie, potem na piśmie. Coś tam z tego wykorzystali...
Niewiele zachowało się przez te sto, dwieście, pięćset tysięcy/milionów lat. Może miliard. Miasta, maszyny, wszystko co kiedyś stanowiło te cywilizacje zamieniło się już dawno w pył. Pozostały tylko jakieś dziwne pojedyncze ślady nie pasujące do dzisiejszej nauki i z automatu wyśmiewane jako bzdury czy falsyfikaty lub przez "odważniejszych" przypisywane przybyszom z kosmosu.
Atlantyda, Lemuria, Złoty Wiek...
Quetzalcoatl:
Bardzo lubię fantastykę. Jeden z seriali "Terra Nova" ukazuje ludzkość w przyszłości, Ziemia została już na tyle zniszczona, że przestaje być miejscem do życia. Dzięki możliwości wędrówek w czasie i przestrzeni, człowiek kolonizuje Ziemię z czasów dinozaurów (choć być może to nie jest ta sama Ziemia, to nie zostaje do końca wyjaśnione). Jednocześnie okazuje się, że pewni ludzie chcą tę czasoprzestrzenną bramę wykorzystać do rabunkowej eksploatacji, a z kolonistów uczynić niewolników. Grupa kolonistów decyduje się na zniszczenie "bramy".
Film w tym momencie się kończy i nie będzie kolejnego sezonu, bo ten pierwszy okazał się zbyt drogi. Ale najciekawsze dopiero się rysuje na horyzoncie. Jaka będzie ta nowa ludzkość w kolejnych pokoleniach? Gdy z oczywistych przyczyn skończy się dostęp do nowych technologii, komputery przestaną działać, zabraknie amunicji do wielkokalibrowej broni, a dinozaury pozostaną? Jaka będzie ta ludzkość, gdy przeminą kolejne pokolenia?
Inna historia została opisana w książce "Atlas chmur", nakręcono potem film, który trochę zmienia fabułę. Otóż jeden z wątków książki opowiada o wątku ludzi żyjących na Hawajach po upadku cywilizacji. Nie cała cywilizacja upada w jednym momencie tak samo. Prócz ludzi, którzy cofnęli się cywilizacyjnie do poziomu wspólnoty pierwotnej pojawiają się przedstawiciele społeczności, która dalej potrafi korzystać z dobrodziejstw nauki i techniki. Ogromna stacja radarów pracująca wciąż dzięki samoodnawialnym źródłom energii, dla cywilizowanych ludzi jest miejscem, gdzie być może odzyskają część zagubionego dorobku ludzkości, a dla prymitywnych tubylców miejscem, gdzie żyją duchy.
Jeszcze inny przykład. Powieść dla młodzieży, ale nie tylko, polskiej pisarki Pauliny Hendel - "Zapomniana księga". Ziemię dotyka katastrofa. Nie dość, że pojawia się zaraza, która dziesiątkuje ludzkość, to następuje w wyniku użycia szczególnego rodzaju broni zniszczenie wszelkich urządzeń używających energii elektrycznych. Totalny blockout bez powrotu. Jak ludzkość się odrodzi i jak sobie da radę?
To wszystko jest doskonałym impulsem do przemyśleń nad tym kim jesteśmy jako gatunek i czy nie grozi nam zagłada. Cytowałem już kiedyś książkę "Naga małpa" Desmonda Morrisa. Niech nam się nie wydaje, ze prawa biologii nas nie dotyczą. Możemy zniknąć z powierzchni planety jak dinozaury. Ale czy tak już było?
Nie jestem tak skłonny do snucia fantastycznych teorii w rzeczywistym świecie, zostawiam je dla literatury i filmu.
"...Odkrycie, którego dokonano w pobliżu rosyjskiego miasta Labinsk w regionie krasnodarskim wstrząsnęło niektórymi naukowcami. Odkryty zatopiony w kamieniu fragment mikroprocesora może dać zupełnie nowy początek historii ludzkości. Obiekt rzeczywiście przypomina rodzaj mikrochipa, który znajdując się w kamieniu musiał precież powstać wiele milionów lat temu.
Tajemniczy mikrochip został znaleziony zupełnie przez przypadek, przez mieszkańca Kraju Krasnodarskiego, Wiktora Morozowa, który poszedł na ryby i znalazł kamień z dziwnym wkładem. Następnie artefakt został pokazany specjalistom z Politechniki w Nowoczerkasku. Naukowcy przeprowadzili serię testów bez usuwania obiektu z kamienia, aby go nie uszkodzić, i doszli do wniosku, że mikrochip został wykonany zgodnie z zasadami nanotechnologii.
Największym problemem jest jego datowanie. Według badań, artefakt został stworzony w okresie od 225 do 250 milionów lat temu. Jednak niektórzy naukowcy uważają, że data ta nie jest do końca poprawna ze względu na niemożliwość określenia dokładnego wieku kamienia, w którym jest "zakorzeniony" mikroprocesor. Być może określenie wieku artefaktu powiedzie się na podstawie oceny śladów materiałów organicznych otaczających tajemniczy chip.
Podstawowe pytanie brzmi: kto mógł używać takiego chipa 250 milionów lat temu? Czy to możliwe, że jest to fragment jakiejś starożytnej technologii, która należała do zaawansowanej cywilizacji, która zamieszkiwała naszą Ziemię miliony lat temu? Obiekt mógł też powstać naturalnie, ale doprawdy trudno sobie wyobrazić jak mogłoby do tego dojść..."
To jeszcze jedna taka ciekawostka...
W 1936 roku M.Hahn podczas spaceru ze swoją żoną, zwrócił uwagę na fragment skały z wystającym z niej kawałkiem drewna. Skałę zabrał do domu, gdzie po jakimś czasie odłupał z niej kilka fragmentów. Jego oczom ukazał się... młotek. Zwykły(?) żelazny młotek z drewnianym trzonkiem. Uwięziony wewnątrz skały. Badania przeprowadzone już współcześnie w teksańskim muzeum wykazały wiek uformowania się skały wokół narzędzia na co najmniej 110 milionów lat. Różni naukowcy różnie ustalili wiek formowania się skał w tym rejonie, od ordowiku, syluru po dolną kredę. Ich szacunek obejmuje więc nawet 500 mln lat wstecz. Tyle wystarczyło żeby nawet trzonek młotka zdążył się już w tym czasie częściowo zmineralizować. Stał się we fragmentach skamieliną.
Chociaż młotek należy do narzędzi raczej prostych, to zagadka składu żelaza, z jakiego go wykonano, już do prostych raczej nie należy. Jest bowiem niesamowicie czyste i w ogóle nie zawiera domieszki węgla.
Młotek z Londynu (USA, Teksas):
A co jeśli tak jak we wspomnianym powyżej serialu "Terra Nova" ludzie z przyszłości potrafili opanować podróże w czasie? Dopuszczacie taką możliwość?
Być może te wszystkie ślady to pozostałości po ich wyprawach naukowych wstecz. Sam, gdybym tylko miał taką możliwość, to wybrałbym się w przeszłość, zobaczyć jak to naprawdę wtedy było - jak budowano Wielką Piramidę i czy dinozaury były opierzone...
Gdy się tak zastanawiam, to w ogóle nie wybrałbym przyszłości ale własnie przeszłość... Byłbym pierwszy do czegoś takiego :)
Z chęcią przeczytam jakąś powieść albo obejrzę film na ten temat. Bardzo to lubię. Ale w prawdziwym świecie "jeśli coś wygląda jak kaczka, kwacze jak kaczka, to jest kaczką".
Zatem, jeśli znajdujemy "coś" co wydaje się niemożliwe, to zawsze po jakimś czasie okazuje się, ze to było niemożliwe i ktoś sobie zakpił z naiwnych.
Były i takie przypadki.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Johann_Beringer
Czy nie negujemy czegoś wyłącznie powodowani tym, że trudno nam zaakceptować niezwykłość danego przypadku. Że w podręcznikach piszą inaczej. Że oficjalna nauka...
Nauka jest na chwilę obecną. Za jakiś czas siłą rzeczy napiszemy podręczniki od nowa.
Kiedy pierwszy raz odkopano kości dinozaurów nauka to wyśmiała. Jeszcze całkiem niedawno akademicy negowali "kamienie spadające z nieba", czy możliwość zaistnienia aparatów latających cięższych od powietrza.
"...W 1901 r. nurkowie wyciągnęli z rzymskiego wraku leżącego w pobliżu wyspy Antykithira na Morzu Egejskim liczne zabytki, w tym kilka niewielkich skorodowanych brył brązu. Początkowo archeolodzy wzięli je za resztki zmiażdżonej rzeźby, ale gdy w 1902 r. jeden z nich dostrzegł w największej bryle fragmenty mechanizmu, uznali, że są to pozostałości skomplikowanego zegara. Jako że wedle ówczesnej wiedzy w antyku nie wytwarzano tak zaawansowanych urządzeń, część naukowców założyła, że zegar pochodzi z XV wieku bądź późniejszych czasów i na wrak starszego o co najmniej 1500 lat statku trafił jakimś dziwnym przypadkiem z innego okrętu. Mylili się..."
http://archeowiesci.pl/2006/11/30/mechanizm-z-antykithiry-najnowoczesniejsze-urzadzenie-starozytnosci/
Jakieś czterysta kilometrów od Bombaju znajduje się olbrzymi krater Lonar. Okrągła niecka o czasie powstania szacowanym na jakieś 50 tysięcy lat, posiadająca średnicę ponad 2 kilometrów - ciśnienie w czasie rzekomego wstrząsu meteorytowego musiało sięgać aż 600 000 atmosfer oraz osiągać temperaturę tak olbrzymią, że ta potrafiła aż topić skałę. Lecz nigdzie nie znaleziono niczego, co świadczyłoby, iż krater powstał właśnie w wyniku uderzenia meteorytu! Do tego jest to też i jedyny taki istniejący krater w bazalcie.
Pat Frank to amerykański ekspert w dziedzinie programów kosmicznych, który na tej podstawie posiadanej wiedzy i śladów wokół krateru sformułował teorię mówiącą, iż tego typu kratery mogą być śladami... potężnych eksplozji nuklearnych.
Po pierwszej próbie z bombą atomową, którą zdetonowano w Nowym Meksyku tamtejszy pustynny piasek zmienił się w stopione zielone szkliwo/szkło.
Właśnie dokładnie takie szkło znajduje się obecnie na obszarach starodawnych pustyń i to położonych w różnych regionach na świecie. Takie wielkie szklane płyty znajdują się też na Saharze i ciągną się przez wiele kilometrów.
W 1932 roku odkryła je Egipska Ekspedycja Miernicza. Znajdowane tam kawałki owego szkliwa, a niektóre ważą ponad 25 kg. są chyba najczystszym naturalnym szkłem, jakie w ogóle znaleziono, gdyż składają się w 98% z krzemionki.
Te szklane tafle znajdują się w dwóch miejscach.
Jedno ma kształt owalu o wymiarach 130 na 53 (km), drugie w formie pierścienia o szerokości 6 km i średnicy przekraczającej 20 km.
Oba te skupiska to w zasadzie niezamieszkana od zawsze okolica zwaną Morzem Piasku Libijskiej Pustyni. Tak zwane "Libijskie Pustynne Szkło" było już w dalekiej przeszłości znajdywane i wykorzystywane do wyrobu noży i ostrych narzędzi - w grobowcu Tutenchamona znaleziono skarabeusza wykonanego właśnie z tego szkła.
Żeby zwykły piasek zamienił się w szkło, potrzebna jest wysoka temperatura. Ogólna teoria naukowa mówi, że LDG (Libyan Desert Glass) powstało, kiedy w to miejsce uderzył meteoryt lub fragment komety. Są tu jednak pewne nieścisłości - akurat w tym miejscu jest brak jakiegoś krateru po uderzeniu, nawet najmniejszego - i brak jest w ogóle najważniejszego - resztek z tego meteorytu. Jak do tej pory wszystkie nam znane kratery powstałe właśnie w ten sposób są wręcz "zaśmiecone" kawałkami i resztkami po nim. Tak jest na całym świecie.
Kolejną ciekawostka jest miasto Mohendżo Daro odkopane w wieku XX wieku, gdzie prowadzący swoje prace archeolodzy odnaleźli liczne szkielety ludzkie leżące po prostu na dawnych miejskich ulicach - według doniesień, niektóre trzymające się za ręce. Jakby wszystkich tych ludzi zaskoczyła jakaś szybka w działaniu katastrofa. Co jeszcze ciekawsze, znalezione szkielety zaliczono do najbardziej radioaktywnych i można porównywać je śmiało z tymi z Hiroszimy czy Nagasaki. Obok szkieletów na ulicach znaleziono dużo kawałków szkła o czarnej/ciemnej barwie. Dalsze dociekania ujawniły, ze były to naczynia gliniane stopione pod wpływem wysokiej temperatury.
Wiele starożytnych miejsc/miast, gdzie doszło do odkrycia stopionych razem kamieni czy cegieł można odnaleźć na terenie Indii, Turcji ale też i w Europie.
Trudno wytłumaczyć takie stopienie(a) jakimiś zjawiskami naturalnymi.
Coś z powyższego tematu. "Wedyjska kosmografia i astronomia" - Richard L. Thompson
Czy to możliwe, że w starożytności ludzie dysponowali rozległą wiedzę naukową? Wiedzą, którą my dopiero zaczynamy dysponować? Cywilizacja indyjska zawsze należała do tej najbardziej zagadkowej. Pełno w niej opisów rzeczy i zjawisk nazywanych przez naukę mitami.
Czyżby?