The best topic

*

Wiadomości: 3
Total votes: : 1

Ostatnia wiadomość: 13 Lipiec 2024, 19:41:13
Odp: Na starość też można prowadzić ... wysłana przez StaryM

Wedle teorii Darwina człowiek wyewoluował od małpy. Małpa też kiedyś od czegoś wyewoluowała. Gdyby zacząć od początku, to wpierw była komórka, potem dwie komórki, i ryba, ryba wyszła na ląd... (tylko durny indyk wlazł z powrotem i teraz jest waleniem). Tak więc człowiek jest wynikiem procesu ewolucji. Na podstawie oficjalnych badań i wyciąganych z nich wniosków można w dużym przybliżeniu określić datę pojawienia się człowieka współczesnego na ziemi. Wedle tego pojawił się na niej całkiem niedawno. Co jednak zrobić z niektórymi znaleziskami ukazującymi liczne artefakty potwierdzające istnienie rodzaju ludzkiego dużo wcześniej niż to oficjalnie jest głoszone ?
Setki milionów a nawet może i miliard lat temu ?
Nauka współczesna też znalazła na to sposób, nie zajmuje się tym. Z automatu klasyfikuje je jako fałszerstwa, banialuki, zwyczajne niemożliwe.

  Wielu uczonych podważa jednak głowną tezę Darwina, który twierdził (na podstawie np. hodowli ptaków i zwierząt), że żywe istoty mają skłonność do lekkiego zróżnicowania w trakcie przebiegu reprodukcji. Utrzymywał, że wariacje takie, wspomagane przez dobór naturalny, mogą w dłuższych przedziałach czasu doprowadzić do nowych gatunków.
Od zarania dziejów człowiek zajmował sie hodowlą koni czy psów lub (najczęściej) gołębi. Wariacje uzyskiwane w tych hodowlach nie były nigdy zmianami w podstawowej budowie fizycznej u tych stworzeń. Gołębie nadal były gołębiami, psy- psami, a konie- końmi.
To może i człowiek nie jest efektem tejże ewolucji skoro tak do końca ona nie chce działać ? To co w zamian ?

A może... dewolucja ?

  Wedy- starożytne pisma indyjskie.
Wśród współczesnych uczonych istnieje tendencja, aby wszystko to co mówią wedy, a także purany, ramajana czy mahabharata, uważać za mity i zwykłe wymysły.
Zawierają one bowiem hymny pochwalne ku czci wielu bóstw, opowiadają o ich życiu, czynach; opisują różne rytuały, zaklęcia. I wszystko byłoby dobrze, gdyby na tym poprzestano- ot, takie staroindyjskie "mity greckie".
Tymczasem wedy to także nauka i wiedza jaką posiedli dawni (jak dawni trudno powiedzieć, gdyż zanim wszystko spisano wcześniej było przez wieki całe przekazywane wyłącznie w formie ustnego przekazu) ludzie.
Wiedza o otaczającym świecie a także prawa jakie nim rządzą. Nim i całym kosmosem (!).
W wedach znajdziemy opisy wielu latających machin łącznie z ukazaniem ich od strony konstrukcji technicznej. Ba, jest nawet mowa o "latającym mieście" zwieszonym pomiędzy Ziemią i naszym Księżycem, do którego latają ludzie.
Dowiemy się z nich o wszelkiego rodzaju broniach, w tym broni atomowej. Dokładnie opisano nie tylko jej zastosowanie lecz także późniejsze skutki po wybuchu w postaci choroby popromiennej.
Znajdziemy w nich jednostki miary stanowiące wielkość kilkunastu miejsc po przecinku lub cykle czasowe tak duże, że współcześni ludzie zaczęli je stosować dopiero w odniesieniu do zjawisk występujących w skali kosmosu (nie inaczej też odnoszą się one we wspomnianych tekstach).
  Niesamowicie ciekawe są jednak informacje na temat budowy otaczającego nas świata (wszechświata), ze szczególnym uwzględnieniem człowieka. Ludzie składają się z trzech elementów: zwykłej materii, materii subtelnej w postaci umysłu i ze świadomości (czyli ducha).
Sam wszechświat (kosmos) dzieli się na obszary czyli poziomy materii, umysłu i świadomości, z których każdy zamieszkują istoty przystosowane tam do życia
Po pierwsze istnieje obszar czystej świadomości. Świadomość zgodnie z naszym doświadczeniem jest indywidualna i osobowa.
Sugeruje to, że pierwotne źródło świadomych jaźni jest również indywidualne i osobowe. Zatem oprócz indywidualnych jednostek świadomości egzystujących w obszarze czystej świadomości istnieje także pierwotna świadoma istota będąca ich źródłem.
Kiedy jednostkowe świadome jaźnie porzucają związek ze swym źródłem, to pozostają umieszczone w niższych obszarach (światach) kosmosu zdominowanych bądź przez subtelną energię materialną (umysł), bądź przez toporną energię materialną (materię). Istnieje zatem hierarchia świadomych istot. Istot obdarzonych różnymi mocami i ciałami przystosowanymi do panujących tam warunków.

Wedy zakładają istnienie świadomego projektanta i kontrolera, czyli Boga.
Świadoma jaźń istnieje pierwotnie na płaszczyźnie czystej świadomości w związku z najwyższą jaźnią, Bogiem. Podstawowym związkiem poszczególnych świadomych jaźni z najwyższą świadomą jaźnią jest związek wiecznej, odwzajemnionej przyjemności. Jeżeli świadoma jaźń porzuci swój podstawowy związek z najwyższą jaźnią, zstępuje do poziomu energii materialnych.
Podstawową motywacją takiego zstąpienia jest pragnienie zajęcia pozycji niezależnego odbiorcy przyjemności, w oddzieleniu. Ponieważ nie można zająć tej pozycji w świecie czystej świadomości, pozostaje czynić starania, żeby ją zająć w obszarze zdominowanym przez energie materialne. Zatem w celu działania pośród tych właśnie energii świadoma jaźń przyjmuje materialne ciało.

Naomi Albright, autorka licznych książek o swoich kontaktach z aniołami, które nawiązuje podczas uzyskania stanu świadomości przez siebie samą nazywanym "żywą wizją".
Podczas jednego z takich kontaktów pewien anioł powiedział jej, że powinna zaakceptować fakt, iż kiedyś była jednym z nich (od początku). Lecz zstąpiła w ludzką postać i od długiego czasu reinkarnuje na tym poziomie.

Pan Kryszna mówi w "Bhagawadgicie" (15.7)- "...żywe istoty w tym uwarunkowanym świecie są moimi wiecznymi, fragmentarycznymi cząstkami. I właśnie uwarunkowane życie jest przyczyną ich ciężkiej walki z sześcioma zmysłami, łącznie z umysłem..."

Zgodnie z jakością swojej świadomości świadoma jaźń może otrzymać każdy rodzaj ciała. Ciało ludzkie jest jednak szczególnie cenne, ponieważ w nim właśnie świadoma jaźń może zrozumieć różnicę pomiędzy duchem a materią i uczynić postęp na ścieżce prowadzącej do jej pierwotnej duchowej siedziby.
Jeśli jednak świadoma jaźń źle wykorzysta ludzka postać, to po śmierci narodzi się w ciele już nie tak dobrze wyposażonym do celu samorealizacji. Świadoma jaźń może zejść do gatunków zwierzęcych lub roślinnych. Wtedy musi zazwyczaj narodzić się wiele razy w tych gatunkach zanim ponownie znajdzie się w postaci ludzkiej.

Podsumowując to wszystko i najprościej ujmując, nie wyewoluowaliśmy z materii, lecz raczej dewoluowaliśmy, a mówiąc inaczej- zdegradowaliśmy się, opuszczając poziom duchowej świadomości.
Pierwotnie jesteśmy czystymi jednostkami świadomości, istniejącymi w harmonijnym związku z najwyższą świadomą istotą. Kiedy porzucimy nasz dobrowolny związek z tą najwyższą świadomą istotą, zstępujemy w obszary kosmosu zdominowane przez subtelną i toporną energii materialną, czyli umysł i materię. Zapomniawszy o swojej pierwotnej pozycji, próbujemy zapanować nad obiema energiami i czerpać z nich przyjemność.
W tym celu otrzymujemy ciała uczynione z obu tych rodzajów energii. Nasze ciała są "pojazdami" dla świadomej jaźni.

Świadome jaźnie, które w mniejszym stopniu zapomniały o swojej pierwotnej naturze otrzymują ciała składające się przeważnie z subtelnej energii materialnej. Te, które zapomniały o niej w stopniu większym, otrzymują ciała złożone zarówno z energii subtelnej, jak i topornej, przy czym ta ostatnia pełni rolę dominującą (w tym stanie ich naturalna wolność zostaje ograniczona warunkami narzuconymi im przez ciała, lecz nadal takie istoty mają możliwość odzyskania stanu nieśmiertelności i duchowego szczęścia)
Do pierwszego rodzaju zalicza się Brahmę ( w wedyjskim świecie najważniejszy półbóg), do drugiego rodzaj ludzki (między innymi).

Kosmologia wedyjska mówi o wielu (wszech)światach. Wszystkie z nich zostały stworzone dla życia.

#1 04 Wrzesień 2016, 20:57:44 Ostatnia edycja: 04 Wrzesień 2016, 20:59:44 by Darion
Ian Stevenson, profesor psychiatrii Uniwersytetu Wirginia, zebrał i udokumentował przeszło 2 tys. Przypadków dzieci z doznaniami typu reinkarnacyjnego. Każdy dokładnie analizował, a następnie badał sprawę w "terenie", przesłuchując świadków, studiując istniejąca dokumentację czy rozmawiając z historykami.
Wiele opisanych przez niego dzieci wykazywało znajomość języków obcych, których wcześniej nie mogły słyszeć. Maluchy te zazwyczaj dwu- pięcioletnie, znały specyficzne i bardzo szczegółowe fakty, dotyczące krajów, miast i swych poprzednich rodzin, od których dzieliły ich nawet tysiące kilometrów. Znały też wydarzenia, które zaszły kilka, kilkanaście lub kilkaset lat wcześniej.
Inny badacz reinkarnacji, dr.Brian Weiss, spisał z kolei setki zadziwiających wspomnień, których doświadczyli jego pacjenci podczas sesji hipnoteraputycznych. Dzieci jednak nie trzeba wprowadzać w stan hipnozy, by sięgały pamięcią przed swoja narodziny. Opowiadają historie zupełnie spontanicznie, a rodzice bywają zaskoczeni.
Pewną czteroletnia dziewczynkę jej matka, prawniczka, chciała umieścić w szpitalu psychiatrycznym po takim zdarzeniu:, gdy razem oglądały kupione właśnie przez matkę antyczne monety, mała złapała nagle jedną z nich i krzyknęła: "Znam ją! Pamiętasz mamusiu, jak ja byłam duża, a ty byłaś chłopcem, to mieliśmy taka monetę? Mieliśmy ich całe mnóstwo!". Od tamtej pory dziecko zaczęło wspominać inne czas i sypiać z monetą w rączce, jak z najdroższym skarbem. Obawy matki zniknęły dopiero po rozmowie z dr.Weissem, a dziewczynka z czasem powróciła do zwykłego zachowania. Zdumienie w rodzinie wywołał również trzy letni chłopiec, gdy nagle zaczął mówić pełnymi zdaniami po francusku. Jego amerykańscy rodzice sądzili, że to jakiś rodzaj genetycznej pamięci, bo przodkowie jednego nich pochodzili z Francji. Sami jednak nie mówili w tym języku, nie robił tego również nikt z ich znajomych, przyjaciół, sąsiadów ani krewnych dziecka. Dr.Weiss uważa, że jest to język któregoś z poprzednich wcieleń chłopca. Inny trzylatek opowiadał, że pilotował samoloty podczas II wojny światowej. Świetnie znał ich typy, uzbrojenie i szczegóły techniczne.
  Jednym z najciekawszych przypadków opisanych przez Iana Stevenson była historia trzyletniego chłopca, Parmoda Sharmy, urodzonego w 1944 roku w rodzinie pewnego profesora z Utrat Pradesh w Indiach. Gdy miał dwa i pół roku kazał matce przestać gotować, twierdząc ze ma żonę w Moradabad, która robi to lepiej. Po ukończeniu trzech lat zaczął wspominać duży sklep z ciastkami w Moradabad. Spytał czy może tam jechać, bo jest jednym z braci Mohan, właścicieli sklepu. Twierdził też, że ma jeszcze jeden sklep w Saharanpur. Mówił, że w poprzednim życiu rozchorował się po zjedzeniu twarogu i "umarł w wannie".
Po rozmowach dzieckiem i jego rodzicami, Stevenson pojechał do Moradabad i do Saharanpur, gdzie odnalazł opisane przez małego sklepy z ciastkami. Bracia Mohan jeszcze żyli, opowiedzieli mu, że mieli młodszego brata, który zmarł na chorobę przewodu pokarmowego tuz po serii kąpieli homeopatycznych.
  D.Weiss radzi: "Zapytaj swoje trzyletnie dziecko, czy pamięta czasy, kiedy było duże". Dlaczego akurat trzyletnie? Bo jest już na tyle dojrzałe , by wyrazić swoje myśli i jeszcze na tyle małe, by pamiętać poprzednie życie. Badacze zaobserwowali, że z wiekiem ta pamięć blednie i w końcu zanika zupełnie. Najlepszy wiek do takich rozmów to od dwóch do siedmiu lat.

Pierwszy raz z czymś takim jak wyżej spotkałem się w latach 80-tych przy okazji relacji pewnego lekarza stosującego terapię hipnotyczną u swojej pacjentki. Chciał dowiedzieć się mianowicie, co powodowało jej dziwne lęki i strach (jak dobrze pamiętam, przed wodą).
W trakcie seansu kazał jej się cofać co jakiś okres czasu i opowiadać co widzi i czego akurat doświadcza. Podczas tego wszystkiego zagapił się i kazał kobiecie cofnąć się o tyle lat, że wyszło ich kilka przed jej narodzinami. O dziwo pacjentka opowiadała dalej, tym razem jako już inny człowiek, żyjący i mieszkający w innym rejonie kraju (Francja). Podała dużo szczegółów o swoich ostatnich latach życia, gdzie mieszkała (z wieloma szczegółami dotyczącymi mieszkania i domu) , co robiła i jak umarła (utonięcie).
Relacje były na tyle niesamowite, że lekarz postanowił sprawdzić je w miejscu opisywanych przez nią zdarzeń. Zgadzał się opis domu, mieszkania, charakterystyczne detale okolicy.
Zachowany był akt zgonu potwierdzający charakter śmierci tej osoby.

Na początku lat 90-tych był u nas szeroko opisywany w prasie przypadek kilkuletniego chłopca z Bielska-Białej (lub okolic), który lubił się bawić w rycerzy. Często o nich opowiadał, o ich zwyczajach, strojach, pewnym zamku, siebie ukazując jako jednego z nich. Niby nic takiego, jak do dzieci, ale zawsze uparcie mówił też, że zginął w skutek odniesionych ran (potyczka, turniej, czy coś takiego). O wszystkim mówił bardzo fachowo jak na kilkulatka, raczej jak ktoś, kto takie tematy głęboko studiuje.
Przypadek sprawił, że wraz z rodzicami zwiedzali w wakacje zamek w Malborku. Chłopczyk czuł się jak u siebie, biegał po salach i opowiadał o szczegółach, które sprawdzały się po wejściu do nich (kominek, kształt, jakaś charakterystyczna wnęka).

Doktor Teodor Królikowski badania nad śmiercią kliniczną rozpoczął już w latach siedemdziesiątych. Obecnie pracuje w Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu. Na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej nagrywał relacje pacjentów, którzy znaleźli się na granicy życia i śmierci, a nieliczni cudem powrócili na ziemię. Czy powtarzające się opowieści nieznających się ludzi, pochodzących z różnych warstw społecznych, mogą świadczyć o tym, że istnieje życie po śmierci? Królikowski nie stara się nikogo przekonywać do swoich racji, twierdzi jedynie, że ma niemal pewność, że tam coś jest.
  W latach 70. medycyna nie była jeszcze tak rozwinięta jak teraz. Przypadki reanimacji na moim oddziale zdarzały się bardzo często - mówi dr Królikowski. Wielu pacjentów zgadzało się na nagrania. Byli to ludzie z różnym wykształceniem i w różnym wieku. Mówili, że tam, gdzie się znaleźli, było przepięknie. Znaczna część pacjentów nie miała nigdy wcześniej styczności z literaturą dotyczącą śmierci klinicznej i życia pozagrobowego. Więc można założyć, że ich relacje są autentyczne.
Podczas śmierci klinicznej najdłużej pracuje nasz mózg. Jeśli nie przeprowadzi się szybkiej i skutecznej reanimacji, człowiek umiera. - Najbardziej wiarygodna była relacja stolarza, mieszkańca jednej z wsi na Opolszczyźnie - wspomina doktor Królikowski. - Zadałem mu pytanie, czy chciałby tam powrócić? Odpowiedział, że poszedłby tam bez wahania, jednak nie może, bo na ziemi ma żonę i dzieci. Mężczyzna opowiadał, że spotkał tam swojego znajomego, który zmarł na raka płuc. Rozmawiał z nim. Nie pamiętał jednak o czym. - "Coś mnie stamtąd wypychało z powrotem, jakaś siła" - mówił. Potem, po kilku reanimacjach, niestety zmarł - mówi Królikowski.
Pacjenci często opowiadali, że w momencie, kiedy ich serce przestawało pracować, obserwowali jakby z góry przeprowadzaną przez lekarzy reanimację. Co się wtedy dzieje z mózgiem człowieka? Tego nie wiadomo. Teorii jest wiele. Jedna z nich mówi, że w czasie śmierci klinicznej nasz mózg produkuje endorfinę i dzięki niej powstają owe wizje. Pytanie tylko, dlaczego relacje pacjentów z różnych części świata tak często się powtarzają? Teodor Królikowski nie ma wątpliwości.
Najnowsze badania mówią, że z ciała nic już nie pozostaje, ja jednak sądzę, że po śmierci coś się z nas ulatnia w formie atomu. Pytanie tylko, gdzie? Wielu moich pacjentów w momencie umierania doświadczyło czegoś w rodzaju filmu z całego życia. Na moich wykładach często puszczam studentom taśmy. Potem wywiązuje się dyskusja.
Ciekawą historię opisała uczestniczka wypadku drogowego, która z dużą siłą uderzyła samochodem w słup. Kobieta również przeżyła śmierć kliniczną. Ciekawe jest jednak to, co powiedziała potem. Jak twierdzi, wleciała do mieszkania bloku stojącego nieopodal skrzyżowania, w pobliżu którego doszło do wypadku.
Opisywała osoby znajdujące się wewnątrz pomieszczenia. W pewnym momencie usłyszała fragment rozmowy pomiędzy kilkoma osobami. Potem, kiedy już doszła do siebie, postawiła sobie za cel dotarcie do tego mieszkania. Po pewnym czasie razem z mężem odnaleźli je. Zadzwoniła do drzwi. Otworzył mężczyzna, któremu powtórzyła słowo w słowo zapamiętany fragment prowadzonego wtedy przez niego dialogu. Nie mógł uwierzyć, skąd znała treść jego rozmowy ze znajomymi.
Alojzy B. z Opola pracował od pewnego czasu za granicą. - Praca była ciężka, ale bardzo dobrze płatna. Wiązała się z dalekimi dojazdami na budowy, które nasza firma prowadziła na terenie całych Niemiec - wspomina. - Wracaliśmy zwykle późnym wieczorem, zmęczeni po całym dniu, jak najszybciej chcieliśmy znaleźć się w hotelu, by odespać ciężki dzień i przygotować się na następny - dodaje. - Nie wiem, co się stało, podobno to był wystrzał opony.
Wyprzedzaliśmy ogromną ciężarówkę i jakaś siła wepchnęła naszego forda wprost pod nią. Siedziałem z przodu i teoretycznie nie miałem szans na przeżycie. Na szczęście okazało się inaczej. Niewiele pamiętam, wiem tylko, że lekarze załadowali mnie do karetki i słyszałem jej sygnał. Potem "odpłynąłem", było chłodno, ale nie zimno, było jasno i głośno.
Znalazłem się nagle w moim domu w Opolu. Widziałem, jak żona robi kolację, a córka przygotowuje się do klasówki z fizyki. Patrzyłem na nie i próbowałem im coś powiedzieć, przekazać, ale one nie reagowały. Potem nagle zobaczyłem lampy, które przesuwały się nad moją głową, i poczułem potworny ból... Żyłem. Mój kręgosłup był pęknięty w czterech miejscach, cudem rdzeń pozostał nienaruszony. Dzięki temu chodzę.
Pierwsze spotkanie w szpitalu z moimi najbliższymi miało miejsce dopiero miesiąc po wypadku, bo utrzymywano mnie w sztucznej śpiączce. Pierwsze słowa, które skierowałem do córki, brzmiały: "Jak poszła klasówka z fizyki?". Nie bardzo wiedziała, o co mi chodzi. Kiedy wyjaśniłem - potwierdziła, że faktycznie uczyła się wtedy do klasówki, z której dostała potem piątkę.

  Kilka lat temu naukowcy z Danii przeprowadzili badania z osobami, które przeżyły śmierć kliniczną. Twierdzą oni, że wizje powstają wtedy, kiedy nasz mózg już nie pracuje. To z kolei potwierdzałoby tezę, że nie są one wywoływane przez mózg. Przypomnijmy jeszcze, że w latach 90. amerykańscy naukowcy w laboratorium zważyli duszę. Wówczas światło dzienne obiegła sensacyjna informacja, że zaraz po śmierci nasze ciało staje się lżejsze o około 6,5 grama. Gdzie znajduje się zatem dusza? Religie różnie odpowiadają na to pytanie. W starożytnym Babilonie wierzono, że tkwi ona w naszych uszach. Nasi przodkowie sądzili także, że znajduje się we krwi. Już współcześnie przeprowadzono prosty eksperyment i spytano dzieci w wieku od 7 do 17 lat, gdzie w znajduje się dusza. Starsze odpowiadały, że w całym organizmie, młodsze z kolei, że w naszym sercu.

Raymond Moody "Życie przed życiem", wydanie polskie Limbus, 1992.

Ta książka to analiza duchowych oraz psychicznych doznań ludzi, którzy podczas hipnozy doznali regresu w czasie, czyli cofnęli się do swojego poprzedniego wcielenia (życia). Autor książki nie polemizuje w niej z żadnymi teoriami mistycznymi jak reinkarnacja, lecz stara się dokonać tylko wnikliwej analizy uzyskanych faktów.