AudioCafe

Podyskutujmy => Hyde Park => Wątek zaczęty przez: Darion w 31 Sierpień 2016, 06:58:10

Tytuł: W górę czy w dół?
Wiadomość wysłana przez: Darion w 31 Sierpień 2016, 06:58:10
Wedle teorii Darwina człowiek wyewoluował od małpy. Małpa też kiedyś od czegoś wyewoluowała. Gdyby zacząć od początku, to wpierw była komórka, potem dwie komórki, i ryba, ryba wyszła na ląd... (tylko durny indyk wlazł z powrotem i teraz jest waleniem). Tak więc człowiek jest wynikiem procesu ewolucji. Na podstawie oficjalnych badań i wyciąganych z nich wniosków można w dużym przybliżeniu określić datę pojawienia się człowieka współczesnego na ziemi. Wedle tego pojawił się na niej całkiem niedawno. Co jednak zrobić z niektórymi znaleziskami ukazującymi liczne artefakty potwierdzające istnienie rodzaju ludzkiego dużo wcześniej niż to oficjalnie jest głoszone ?
Setki milionów a nawet może i miliard lat temu ?
Nauka współczesna też znalazła na to sposób, nie zajmuje się tym. Z automatu klasyfikuje je jako fałszerstwa, banialuki, zwyczajne niemożliwe.

  Wielu uczonych podważa jednak głowną tezę Darwina, który twierdził (na podstawie np. hodowli ptaków i zwierząt), że żywe istoty mają skłonność do lekkiego zróżnicowania w trakcie przebiegu reprodukcji. Utrzymywał, że wariacje takie, wspomagane przez dobór naturalny, mogą w dłuższych przedziałach czasu doprowadzić do nowych gatunków.
Od zarania dziejów człowiek zajmował sie hodowlą koni czy psów lub (najczęściej) gołębi. Wariacje uzyskiwane w tych hodowlach nie były nigdy zmianami w podstawowej budowie fizycznej u tych stworzeń. Gołębie nadal były gołębiami, psy- psami, a konie- końmi.
To może i człowiek nie jest efektem tejże ewolucji skoro tak do końca ona nie chce działać ? To co w zamian ?

A może... dewolucja ?

  Wedy- starożytne pisma indyjskie.
Wśród współczesnych uczonych istnieje tendencja, aby wszystko to co mówią wedy, a także purany, ramajana czy mahabharata, uważać za mity i zwykłe wymysły.
Zawierają one bowiem hymny pochwalne ku czci wielu bóstw, opowiadają o ich życiu, czynach; opisują różne rytuały, zaklęcia. I wszystko byłoby dobrze, gdyby na tym poprzestano- ot, takie staroindyjskie "mity greckie".
Tymczasem wedy to także nauka i wiedza jaką posiedli dawni (jak dawni trudno powiedzieć, gdyż zanim wszystko spisano wcześniej było przez wieki całe przekazywane wyłącznie w formie ustnego przekazu) ludzie.
Wiedza o otaczającym świecie a także prawa jakie nim rządzą. Nim i całym kosmosem (!).
W wedach znajdziemy opisy wielu latających machin łącznie z ukazaniem ich od strony konstrukcji technicznej. Ba, jest nawet mowa o "latającym mieście" zwieszonym pomiędzy Ziemią i naszym Księżycem, do którego latają ludzie.
Dowiemy się z nich o wszelkiego rodzaju broniach, w tym broni atomowej. Dokładnie opisano nie tylko jej zastosowanie lecz także późniejsze skutki po wybuchu w postaci choroby popromiennej.
Znajdziemy w nich jednostki miary stanowiące wielkość kilkunastu miejsc po przecinku lub cykle czasowe tak duże, że współcześni ludzie zaczęli je stosować dopiero w odniesieniu do zjawisk występujących w skali kosmosu (nie inaczej też odnoszą się one we wspomnianych tekstach).
  Niesamowicie ciekawe są jednak informacje na temat budowy otaczającego nas świata (wszechświata), ze szczególnym uwzględnieniem człowieka. Ludzie składają się z trzech elementów: zwykłej materii, materii subtelnej w postaci umysłu i ze świadomości (czyli ducha).
Sam wszechświat (kosmos) dzieli się na obszary czyli poziomy materii, umysłu i świadomości, z których każdy zamieszkują istoty przystosowane tam do życia
Po pierwsze istnieje obszar czystej świadomości. Świadomość zgodnie z naszym doświadczeniem jest indywidualna i osobowa.
Sugeruje to, że pierwotne źródło świadomych jaźni jest również indywidualne i osobowe. Zatem oprócz indywidualnych jednostek świadomości egzystujących w obszarze czystej świadomości istnieje także pierwotna świadoma istota będąca ich źródłem.
Kiedy jednostkowe świadome jaźnie porzucają związek ze swym źródłem, to pozostają umieszczone w niższych obszarach (światach) kosmosu zdominowanych bądź przez subtelną energię materialną (umysł), bądź przez toporną energię materialną (materię). Istnieje zatem hierarchia świadomych istot. Istot obdarzonych różnymi mocami i ciałami przystosowanymi do panujących tam warunków.

Wedy zakładają istnienie świadomego projektanta i kontrolera, czyli Boga.
Świadoma jaźń istnieje pierwotnie na płaszczyźnie czystej świadomości w związku z najwyższą jaźnią, Bogiem. Podstawowym związkiem poszczególnych świadomych jaźni z najwyższą świadomą jaźnią jest związek wiecznej, odwzajemnionej przyjemności. Jeżeli świadoma jaźń porzuci swój podstawowy związek z najwyższą jaźnią, zstępuje do poziomu energii materialnych.
Podstawową motywacją takiego zstąpienia jest pragnienie zajęcia pozycji niezależnego odbiorcy przyjemności, w oddzieleniu. Ponieważ nie można zająć tej pozycji w świecie czystej świadomości, pozostaje czynić starania, żeby ją zająć w obszarze zdominowanym przez energie materialne. Zatem w celu działania pośród tych właśnie energii świadoma jaźń przyjmuje materialne ciało.

Naomi Albright, autorka licznych książek o swoich kontaktach z aniołami, które nawiązuje podczas uzyskania stanu świadomości przez siebie samą nazywanym "żywą wizją".
Podczas jednego z takich kontaktów pewien anioł powiedział jej, że powinna zaakceptować fakt, iż kiedyś była jednym z nich (od początku). Lecz zstąpiła w ludzką postać i od długiego czasu reinkarnuje na tym poziomie.

Pan Kryszna mówi w "Bhagawadgicie" (15.7)- "...żywe istoty w tym uwarunkowanym świecie są moimi wiecznymi, fragmentarycznymi cząstkami. I właśnie uwarunkowane życie jest przyczyną ich ciężkiej walki z sześcioma zmysłami, łącznie z umysłem..."

Zgodnie z jakością swojej świadomości świadoma jaźń może otrzymać każdy rodzaj ciała. Ciało ludzkie jest jednak szczególnie cenne, ponieważ w nim właśnie świadoma jaźń może zrozumieć różnicę pomiędzy duchem a materią i uczynić postęp na ścieżce prowadzącej do jej pierwotnej duchowej siedziby.
Jeśli jednak świadoma jaźń źle wykorzysta ludzka postać, to po śmierci narodzi się w ciele już nie tak dobrze wyposażonym do celu samorealizacji. Świadoma jaźń może zejść do gatunków zwierzęcych lub roślinnych. Wtedy musi zazwyczaj narodzić się wiele razy w tych gatunkach zanim ponownie znajdzie się w postaci ludzkiej.

Podsumowując to wszystko i najprościej ujmując, nie wyewoluowaliśmy z materii, lecz raczej dewoluowaliśmy, a mówiąc inaczej- zdegradowaliśmy się, opuszczając poziom duchowej świadomości.
Pierwotnie jesteśmy czystymi jednostkami świadomości, istniejącymi w harmonijnym związku z najwyższą świadomą istotą. Kiedy porzucimy nasz dobrowolny związek z tą najwyższą świadomą istotą, zstępujemy w obszary kosmosu zdominowane przez subtelną i toporną energii materialną, czyli umysł i materię. Zapomniawszy o swojej pierwotnej pozycji, próbujemy zapanować nad obiema energiami i czerpać z nich przyjemność.
W tym celu otrzymujemy ciała uczynione z obu tych rodzajów energii. Nasze ciała są "pojazdami" dla świadomej jaźni.

Świadome jaźnie, które w mniejszym stopniu zapomniały o swojej pierwotnej naturze otrzymują ciała składające się przeważnie z subtelnej energii materialnej. Te, które zapomniały o niej w stopniu większym, otrzymują ciała złożone zarówno z energii subtelnej, jak i topornej, przy czym ta ostatnia pełni rolę dominującą (w tym stanie ich naturalna wolność zostaje ograniczona warunkami narzuconymi im przez ciała, lecz nadal takie istoty mają możliwość odzyskania stanu nieśmiertelności i duchowego szczęścia)
Do pierwszego rodzaju zalicza się Brahmę ( w wedyjskim świecie najważniejszy półbóg), do drugiego rodzaj ludzki (między innymi).

Kosmologia wedyjska mówi o wielu (wszech)światach. Wszystkie z nich zostały stworzone dla życia.
Tytuł: Odp: W górę czy w dół?
Wiadomość wysłana przez: Darion w 04 Wrzesień 2016, 20:57:44
Ian Stevenson, profesor psychiatrii Uniwersytetu Wirginia, zebrał i udokumentował przeszło 2 tys. Przypadków dzieci z doznaniami typu reinkarnacyjnego. Każdy dokładnie analizował, a następnie badał sprawę w "terenie", przesłuchując świadków, studiując istniejąca dokumentację czy rozmawiając z historykami.
Wiele opisanych przez niego dzieci wykazywało znajomość języków obcych, których wcześniej nie mogły słyszeć. Maluchy te zazwyczaj dwu- pięcioletnie, znały specyficzne i bardzo szczegółowe fakty, dotyczące krajów, miast i swych poprzednich rodzin, od których dzieliły ich nawet tysiące kilometrów. Znały też wydarzenia, które zaszły kilka, kilkanaście lub kilkaset lat wcześniej.
Inny badacz reinkarnacji, dr.Brian Weiss, spisał z kolei setki zadziwiających wspomnień, których doświadczyli jego pacjenci podczas sesji hipnoteraputycznych. Dzieci jednak nie trzeba wprowadzać w stan hipnozy, by sięgały pamięcią przed swoja narodziny. Opowiadają historie zupełnie spontanicznie, a rodzice bywają zaskoczeni.
Pewną czteroletnia dziewczynkę jej matka, prawniczka, chciała umieścić w szpitalu psychiatrycznym po takim zdarzeniu:, gdy razem oglądały kupione właśnie przez matkę antyczne monety, mała złapała nagle jedną z nich i krzyknęła: "Znam ją! Pamiętasz mamusiu, jak ja byłam duża, a ty byłaś chłopcem, to mieliśmy taka monetę? Mieliśmy ich całe mnóstwo!". Od tamtej pory dziecko zaczęło wspominać inne czas i sypiać z monetą w rączce, jak z najdroższym skarbem. Obawy matki zniknęły dopiero po rozmowie z dr.Weissem, a dziewczynka z czasem powróciła do zwykłego zachowania. Zdumienie w rodzinie wywołał również trzy letni chłopiec, gdy nagle zaczął mówić pełnymi zdaniami po francusku. Jego amerykańscy rodzice sądzili, że to jakiś rodzaj genetycznej pamięci, bo przodkowie jednego nich pochodzili z Francji. Sami jednak nie mówili w tym języku, nie robił tego również nikt z ich znajomych, przyjaciół, sąsiadów ani krewnych dziecka. Dr.Weiss uważa, że jest to język któregoś z poprzednich wcieleń chłopca. Inny trzylatek opowiadał, że pilotował samoloty podczas II wojny światowej. Świetnie znał ich typy, uzbrojenie i szczegóły techniczne.
  Jednym z najciekawszych przypadków opisanych przez Iana Stevenson była historia trzyletniego chłopca, Parmoda Sharmy, urodzonego w 1944 roku w rodzinie pewnego profesora z Utrat Pradesh w Indiach. Gdy miał dwa i pół roku kazał matce przestać gotować, twierdząc ze ma żonę w Moradabad, która robi to lepiej. Po ukończeniu trzech lat zaczął wspominać duży sklep z ciastkami w Moradabad. Spytał czy może tam jechać, bo jest jednym z braci Mohan, właścicieli sklepu. Twierdził też, że ma jeszcze jeden sklep w Saharanpur. Mówił, że w poprzednim życiu rozchorował się po zjedzeniu twarogu i "umarł w wannie".
Po rozmowach dzieckiem i jego rodzicami, Stevenson pojechał do Moradabad i do Saharanpur, gdzie odnalazł opisane przez małego sklepy z ciastkami. Bracia Mohan jeszcze żyli, opowiedzieli mu, że mieli młodszego brata, który zmarł na chorobę przewodu pokarmowego tuz po serii kąpieli homeopatycznych.
  D.Weiss radzi: "Zapytaj swoje trzyletnie dziecko, czy pamięta czasy, kiedy było duże". Dlaczego akurat trzyletnie? Bo jest już na tyle dojrzałe , by wyrazić swoje myśli i jeszcze na tyle małe, by pamiętać poprzednie życie. Badacze zaobserwowali, że z wiekiem ta pamięć blednie i w końcu zanika zupełnie. Najlepszy wiek do takich rozmów to od dwóch do siedmiu lat.
Tytuł: Odp: W górę czy w dół?
Wiadomość wysłana przez: Darion w 04 Wrzesień 2016, 21:00:47
Pierwszy raz z czymś takim jak wyżej spotkałem się w latach 80-tych przy okazji relacji pewnego lekarza stosującego terapię hipnotyczną u swojej pacjentki. Chciał dowiedzieć się mianowicie, co powodowało jej dziwne lęki i strach (jak dobrze pamiętam, przed wodą).
W trakcie seansu kazał jej się cofać co jakiś okres czasu i opowiadać co widzi i czego akurat doświadcza. Podczas tego wszystkiego zagapił się i kazał kobiecie cofnąć się o tyle lat, że wyszło ich kilka przed jej narodzinami. O dziwo pacjentka opowiadała dalej, tym razem jako już inny człowiek, żyjący i mieszkający w innym rejonie kraju (Francja). Podała dużo szczegółów o swoich ostatnich latach życia, gdzie mieszkała (z wieloma szczegółami dotyczącymi mieszkania i domu) , co robiła i jak umarła (utonięcie).
Relacje były na tyle niesamowite, że lekarz postanowił sprawdzić je w miejscu opisywanych przez nią zdarzeń. Zgadzał się opis domu, mieszkania, charakterystyczne detale okolicy.
Zachowany był akt zgonu potwierdzający charakter śmierci tej osoby.

Na początku lat 90-tych był u nas szeroko opisywany w prasie przypadek kilkuletniego chłopca z Bielska-Białej (lub okolic), który lubił się bawić w rycerzy. Często o nich opowiadał, o ich zwyczajach, strojach, pewnym zamku, siebie ukazując jako jednego z nich. Niby nic takiego, jak do dzieci, ale zawsze uparcie mówił też, że zginął w skutek odniesionych ran (potyczka, turniej, czy coś takiego). O wszystkim mówił bardzo fachowo jak na kilkulatka, raczej jak ktoś, kto takie tematy głęboko studiuje.
Przypadek sprawił, że wraz z rodzicami zwiedzali w wakacje zamek w Malborku. Chłopczyk czuł się jak u siebie, biegał po salach i opowiadał o szczegółach, które sprawdzały się po wejściu do nich (kominek, kształt, jakaś charakterystyczna wnęka).
Tytuł: Odp: W górę czy w dół?
Wiadomość wysłana przez: Darion w 04 Wrzesień 2016, 21:01:50
Doktor Teodor Królikowski badania nad śmiercią kliniczną rozpoczął już w latach siedemdziesiątych. Obecnie pracuje w Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu. Na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej nagrywał relacje pacjentów, którzy znaleźli się na granicy życia i śmierci, a nieliczni cudem powrócili na ziemię. Czy powtarzające się opowieści nieznających się ludzi, pochodzących z różnych warstw społecznych, mogą świadczyć o tym, że istnieje życie po śmierci? Królikowski nie stara się nikogo przekonywać do swoich racji, twierdzi jedynie, że ma niemal pewność, że tam coś jest.
  W latach 70. medycyna nie była jeszcze tak rozwinięta jak teraz. Przypadki reanimacji na moim oddziale zdarzały się bardzo często - mówi dr Królikowski. Wielu pacjentów zgadzało się na nagrania. Byli to ludzie z różnym wykształceniem i w różnym wieku. Mówili, że tam, gdzie się znaleźli, było przepięknie. Znaczna część pacjentów nie miała nigdy wcześniej styczności z literaturą dotyczącą śmierci klinicznej i życia pozagrobowego. Więc można założyć, że ich relacje są autentyczne.
Podczas śmierci klinicznej najdłużej pracuje nasz mózg. Jeśli nie przeprowadzi się szybkiej i skutecznej reanimacji, człowiek umiera. - Najbardziej wiarygodna była relacja stolarza, mieszkańca jednej z wsi na Opolszczyźnie - wspomina doktor Królikowski. - Zadałem mu pytanie, czy chciałby tam powrócić? Odpowiedział, że poszedłby tam bez wahania, jednak nie może, bo na ziemi ma żonę i dzieci. Mężczyzna opowiadał, że spotkał tam swojego znajomego, który zmarł na raka płuc. Rozmawiał z nim. Nie pamiętał jednak o czym. - "Coś mnie stamtąd wypychało z powrotem, jakaś siła" - mówił. Potem, po kilku reanimacjach, niestety zmarł - mówi Królikowski.
Pacjenci często opowiadali, że w momencie, kiedy ich serce przestawało pracować, obserwowali jakby z góry przeprowadzaną przez lekarzy reanimację. Co się wtedy dzieje z mózgiem człowieka? Tego nie wiadomo. Teorii jest wiele. Jedna z nich mówi, że w czasie śmierci klinicznej nasz mózg produkuje endorfinę i dzięki niej powstają owe wizje. Pytanie tylko, dlaczego relacje pacjentów z różnych części świata tak często się powtarzają? Teodor Królikowski nie ma wątpliwości.
Najnowsze badania mówią, że z ciała nic już nie pozostaje, ja jednak sądzę, że po śmierci coś się z nas ulatnia w formie atomu. Pytanie tylko, gdzie? Wielu moich pacjentów w momencie umierania doświadczyło czegoś w rodzaju filmu z całego życia. Na moich wykładach często puszczam studentom taśmy. Potem wywiązuje się dyskusja.
Ciekawą historię opisała uczestniczka wypadku drogowego, która z dużą siłą uderzyła samochodem w słup. Kobieta również przeżyła śmierć kliniczną. Ciekawe jest jednak to, co powiedziała potem. Jak twierdzi, wleciała do mieszkania bloku stojącego nieopodal skrzyżowania, w pobliżu którego doszło do wypadku.
Opisywała osoby znajdujące się wewnątrz pomieszczenia. W pewnym momencie usłyszała fragment rozmowy pomiędzy kilkoma osobami. Potem, kiedy już doszła do siebie, postawiła sobie za cel dotarcie do tego mieszkania. Po pewnym czasie razem z mężem odnaleźli je. Zadzwoniła do drzwi. Otworzył mężczyzna, któremu powtórzyła słowo w słowo zapamiętany fragment prowadzonego wtedy przez niego dialogu. Nie mógł uwierzyć, skąd znała treść jego rozmowy ze znajomymi.
Alojzy B. z Opola pracował od pewnego czasu za granicą. - Praca była ciężka, ale bardzo dobrze płatna. Wiązała się z dalekimi dojazdami na budowy, które nasza firma prowadziła na terenie całych Niemiec - wspomina. - Wracaliśmy zwykle późnym wieczorem, zmęczeni po całym dniu, jak najszybciej chcieliśmy znaleźć się w hotelu, by odespać ciężki dzień i przygotować się na następny - dodaje. - Nie wiem, co się stało, podobno to był wystrzał opony.
Wyprzedzaliśmy ogromną ciężarówkę i jakaś siła wepchnęła naszego forda wprost pod nią. Siedziałem z przodu i teoretycznie nie miałem szans na przeżycie. Na szczęście okazało się inaczej. Niewiele pamiętam, wiem tylko, że lekarze załadowali mnie do karetki i słyszałem jej sygnał. Potem "odpłynąłem", było chłodno, ale nie zimno, było jasno i głośno.
Znalazłem się nagle w moim domu w Opolu. Widziałem, jak żona robi kolację, a córka przygotowuje się do klasówki z fizyki. Patrzyłem na nie i próbowałem im coś powiedzieć, przekazać, ale one nie reagowały. Potem nagle zobaczyłem lampy, które przesuwały się nad moją głową, i poczułem potworny ból... Żyłem. Mój kręgosłup był pęknięty w czterech miejscach, cudem rdzeń pozostał nienaruszony. Dzięki temu chodzę.
Pierwsze spotkanie w szpitalu z moimi najbliższymi miało miejsce dopiero miesiąc po wypadku, bo utrzymywano mnie w sztucznej śpiączce. Pierwsze słowa, które skierowałem do córki, brzmiały: "Jak poszła klasówka z fizyki?". Nie bardzo wiedziała, o co mi chodzi. Kiedy wyjaśniłem - potwierdziła, że faktycznie uczyła się wtedy do klasówki, z której dostała potem piątkę.

  Kilka lat temu naukowcy z Danii przeprowadzili badania z osobami, które przeżyły śmierć kliniczną. Twierdzą oni, że wizje powstają wtedy, kiedy nasz mózg już nie pracuje. To z kolei potwierdzałoby tezę, że nie są one wywoływane przez mózg. Przypomnijmy jeszcze, że w latach 90. amerykańscy naukowcy w laboratorium zważyli duszę. Wówczas światło dzienne obiegła sensacyjna informacja, że zaraz po śmierci nasze ciało staje się lżejsze o około 6,5 grama. Gdzie znajduje się zatem dusza? Religie różnie odpowiadają na to pytanie. W starożytnym Babilonie wierzono, że tkwi ona w naszych uszach. Nasi przodkowie sądzili także, że znajduje się we krwi. Już współcześnie przeprowadzono prosty eksperyment i spytano dzieci w wieku od 7 do 17 lat, gdzie w znajduje się dusza. Starsze odpowiadały, że w całym organizmie, młodsze z kolei, że w naszym sercu.
Tytuł: Odp: W górę czy w dół?
Wiadomość wysłana przez: Darion w 04 Wrzesień 2016, 21:09:17
Raymond Moody "Życie przed życiem", wydanie polskie Limbus, 1992.

Ta książka to analiza duchowych oraz psychicznych doznań ludzi, którzy podczas hipnozy doznali regresu w czasie, czyli cofnęli się do swojego poprzedniego wcielenia (życia). Autor książki nie polemizuje w niej z żadnymi teoriami mistycznymi jak reinkarnacja, lecz stara się dokonać tylko wnikliwej analizy uzyskanych faktów.