Jeden z moich znajomych zapytał mnie, co bym polecił, bo zamierza kupić laptopa. No to sobie zrobiłem wycieczkę do centrum handlowego i w bliskim sąsiedztwie odwiedziłem trzy sklepy komputerowe. Aby nie uprawiać krypto reklamy albo nie narażać się na problemy powiem tak: to był sklep czarno-żółty, czerwono-żółto niebieski i czerwony. Obejrzałem, co tam mają i w jakich cenach.
lenovo.jpg
Ceny od czasu, gdy ostatnio interesowałem się laptopami z powodu podobnego pytania ze strony innej znajomej osoby wzrosły wręcz drastycznie. Na dodatek od razu nasunęło mi się na myśl popularne, a może wręcz modne słowo: gównowacenie (niektórzy mówią: gównoizacja).
Jeśli chodzi o laptopy z Windows to w zasadzie nawet te droższe to taki "plastik fantastik". Naśladują kolorem aluminium, ale są z tworzywa. A to oznacza, że ich trwałość niestety nie będzie zbyt długa. Całkiem niedawno naprawiałem laptopa Lenovo, który uszkodził się właśnie z powodu zbyt wyginającej się obudowy.
Ostatecznie poradziłem znajomemu, żeby kupił macbooka. Ubiegłoroczny wariant NEO można dostać za niespełna 2900 zł i może nie będzie to potwór pożerający internet w sekundę, ale będzie przyzwoity i się nie połamie. Ma obudowę z aluminium. Ewentualnie można też dostać ubiegłoroczny model Air za niespełna 3500 (też oczywiście od Apple). Sam mam już leciwego Macbooka Pro z 2017 roku i wciąż jest wystarczający do przeglądania internetu, obróbki zdjęć, a nawet edycji krótkich filmów.