The best topic

*

Wiadomości: 3
Total votes: : 1

Ostatnia wiadomość: 13 Lipiec 2024, 19:41:13
Odp: Na starość też można prowadzić ... wysłana przez StaryM

Od kiedy pamiętam, nawet jak miałem te naście lat, to zawsze uwielbiałem oglądać stare filmy. Często są to jeszcze te czarno-białe...

Filmy te obecnie "dostały" specyficznego klimatu. Ukazują bowiem świat, którego już nie ma, jest tylko do wglądu właśnie na tych filmach. Budynki, ulice - to wszystko jeśli nawet dotrwało do teraz to wygląda już obecnie inaczej.
Inna moda, nawet styl mówienia... Wszystko takie inne. Wtedy.
Ludzie tam pokazani są młodzi, z całym jeszcze życiem przed nimi, wydarzeniami...
Tam młodzi. Teraz starzy. Bardzo. Większość już pomarła dożywszy sędziwego wieku... Dawno temu.

Te filmy są jak portal do innego świata, brama czasu; wprawdzie nie można się tam dostać, ale podejrzeć przez nią - owszem. I to właśnie często robię.

Potem "sprawdzam" jak potoczyły się losy poszczególnych aktorów. Zawodowo, prywatnie. Odkrywam ich na nowo. Szukam miejsc związanych z plenerami tam ukazanymi. Informacji na temat przedmiotów tam pokazywanych...

"Wyspa złoczyńców" z 1965 roku.
Adaptacja powieści Nienackiego, gdzie rolę Pana Samochodzika zagrał Jan Machulski.
W ogóle z tymi "dawnymi" filmami jest taka fajna sprawa. Jak muzyka to od mistrza, jak choreografia, jakiś balecik - nawet krótkie ujęcie - tak samo. Jest wiele takich filmów, gdzie nawet role drugoplanowe grają najlepsi ówcześni aktorzy.
Tu też. Scenariusz napisał sam autor, słowa piosenki Osiecka, muzyka Kilar...

Zamek na wyspie był w rzeczywistości ustawioną na drugim brzegi rzeki filmową atrapą - "wnętrza" zamku kręcono już w innym - w prawdziwym, w Janowcu.

ps: w filmie rabusie skarbu poruszają się wspominaną "czarną limuzyną", ktoś może wie co to dokładnie za samochód?


Bardzo lubię stare, polskie produkcje. Kiedyś nie za bardzo podobało mi się w tych filmach to, że nie są tak "bajkowe", "magiczne"... W końcu kino to przede wszystkim rozrywka. Teraz doceniam je właśnie za ten realizm, naturalność.

Kolejny z "epoki"... I kolejny przeznaczony dla młodzieży. Dawniej w Polsce kręciło się naprawdę dużo filmów pełnometrażowych, ale prawie wcale nie było wśród nich z przeznaczeniem dla młodej widowni. Tym razem ukazane są perypetie pewnej ówczesnej uczennicy. Jej relacje w klasie z rówieśnikami, w domu - po prostu w życiu. Jej naiwne wyobrażenia tegoż w konfrontacji z tym prawdziwym...
To wtedy też mieli takie (same) problemy?   ;)

"Tabliczka marzenia", 1968r.


Komenda główna MO ogłosiła konkurs na film kryminalny. Ten film zwyciężył. O dziwo nie był to typowy siermiężny produkt socjalizmu wychwalający bohaterstwo milicji obywatelskiej. To iście profesjonalnie nakręcony kryminał ze wspaniałą ścieżką dźwiękową dopełniającą obraz. Pierwszorzędne kino w typie kina noir. Film bardzo dobrze przyjęty przez krytykę.

"Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię".


Film. A raczej dwa filmy. Pierwszy opowiada o niesamowicie inteligentnym przestępcy, który przeprowadza plan napadu na konwój z pieniędzmi. Wszystko ma tak starannie i drobiazgowo przemyślane, łącznie z alibi dla siebie i dla każdego uczestnika skoku, że... musi się udać. Przestępstwo doskonałe. Jest nawet drugi samochód przewidziany na wypadek, gdyby ten pierwszy się zepsuł... Ale to w końcu Polska czasu PRL :)
I ten PRL jest doskonale pokazany w drugim filmie. Przychodzi do baru kontroler z PIH-u...
Pierwszorzędna obsada.

Debiut reżyserski Jerzego Hoffmana; w jednej ze scen Stanisław Bareja jako gość w restauracji zajadający golonkę.


Przede wszystkim klimat. I aktorstwo. Pomimo realiów w jakich ten film powstawał daleko mu do ówczesnej nachalnej propagandy radośnie tworzonej "ku chwale". I dlatego teraz nadal można go oglądać bez odruchu wymiotnego. I pewnie dlatego kiedy powstał nie od razu dostał się do dystrybucji.
W filmie nie ma ról drugoplanowych; bez względu na to kogo i jak długo łapał obiektyw kamery.
Zygmunt Kęstowicz, Emil Karewicz, Leon Niemczyk, Tadeusz Łomnicki, Roman Kłosowski,... - "dopiero się rozkręcali"...

"Baza ludzi umarłych".
Plenery Bieszczad zagrały góry z rejonów Kotliny Kłodzkiej.







Przyznam, że rzadko stare filmy oglądałem z przyjemnością. Polskich przeważnie nie znoszę, może dlatego, że wciąż mam przed oczami czarno-biały film z mojego życia, w którym musiałem grać główną rolę za kiepską gażę. I na dodatek nie miałem wyboru.
Jak widzę ludzi, którym się podoba "Alternatywy 4", to mam ochotę wrzeszczeć, że to nie jest fantazja reżysera, ale że tak właśnie wyglądało prawdziwe życie. Nie mam ochoty oglądać tego, co już sam przeżyłem. ;)
A man can never have enough turntables.

Wiem, że to nie jest fantazja. Ja się (niestety) zawsze uśmieję na tym filmie.
Właśnie dlatego, że te czasy doskonale pamiętam. Gdy serial ten oglądał syn mojego znajomego, to w ogóle nie widział w scenach nic śmiesznego. Dla niego to było... zwyczajnie głupie! Nie miał punktu odniesienia właśnie. Nie widział dlaczego jego ojciec rechotał, kiedy osiedlowy wynalazca ubolewał nad brakiem umiejętności "pracy łokciami" u swojego robota, nie potrafił znaleźć sensu w odniesieniu się Balcerka do sklepu mięsnego podczas studiowania obrazu Matejki...
I jak tu się nie uśmiać :)
Po latach traktuję to już wyłącznie w kategoriach (absurdalnego) humoru. Nie "pamięta się" tych wielu godzin stania w kolejce - pamięta się doskonale ten zapach przedświątecznych pomarańczy... (te wspóczesne już takiego nie mają :) ).
Co zrobić - lepiej widzieć, że szklanka jest w połowie pełna.

Cytat: Darion w 09 Czerwiec 2016, 16:38:18Po latach traktuję to już wyłącznie w kategoriach (absurdalnego) humoru. Nie "pamięta się" tych wielu godzin stania w kolejce - pamięta się doskonale ten zapach przedświątecznych pomarańczy... (te wspóczesne już takiego nie mają :) ).
Ja mam dokładnie odwrotnie.
A man can never have enough turntables.

Pierwsza etiuda filmowa Władysława Pasikowskiego z 1985 roku; nakręcona jeszcze podczas studiów w łódzkiej filmówce. Jak to u Pasikowskiego, jak to w etiudzie... :)

Najlepsze są zawsze jednak opisy odczuć jakich doznali filmoznawcy po obejrzeniu takiego obrazu.
Dr Piotr Pławuszewski boi się krajalnicy do chleba: "...nawet niewinny sprzęt kuchenny przypominać zaczyna element militarnego wyposażenia...". Jego obawa objawia się także w scenie kończącej tej filmik: "...dokąd idzie Ludowe Wojsko Polskie? Kończy manewry i wraca do koszar? A może, strach pomyśleć, kompas ustawiony został na dalekie osiedle?...".

Może. A może po prostu młody dorwał się tylko do kamery i przydziału paru metrów taśmy  ;)




Kończy się życie pasażerów pewnego autobusu. Po śmierci jak wiadomo sąd, który feruje tylko dwa wyroki: niebo albo piekło...
Komedia (absurdu), film z przesłaniem filozoficznym, refleksje na temat życia doczesnego, wariacje na temat (ale jaki?)... Tu jest wszystko. I chyba nawet też są wszyscy ówcześni polscy aktorzy. Może poprzestańmy na pierwszym :)
I... Ten film ogląda się świetnie właśnie teraz.