Tak sobie właśnie pomyślałem, gdy gruchnęła wiadomość, że państwo nasze zakupiło za 100 000 000 euro kolekcję Fundacji Książąt Czartoryskich.
Przecież i tak są one ogólnodostępne!
Takie były intencje założycielki, kiedy w 1801 roku w Puławach Izabela z Flemingów powołała je do życia.
Nigdy nie miała to być prywatna kolekcja! Wszystko powstawało z myślą o Polsce i narodzie. Ta myśl przyświecała za każdym razem, kiedy muzeum wzbogacało się o kolejną cenną rzecz, gdy osobiście wykradała przed Austriakami z Wawelu historyczne pamiątki.
Ona, i jej podobni, za własne pieniądze zakupywali cenne dzieła sztuki i umieszczali je w darze w jej muzeum. Tak było także z niezwykle cennym obrazem Rembrandta "Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem" - "...ku chwale Ojczyzny..."
On, i inne skarby miały "...służyć narodowi..." jako "...nierozerwalna całość..."
Co ciekawe, nawet po II wojnie władza nie zdecydowała się oficjalnie przejąć zbiorów, stała się jedynie ich "kuratorem". Nawet z inicjatywy państwa przeprowadzano jakieś renowacje i zabezpieczenia. Jednak już wtedy przebąkiwano o zakupie kolekcji przez państwo na własność. Nawet już obie strony się dogadały co do kwoty (5 mln dolarów amerykańskich), lecz ta miała być wypłacona w... towarze. A konkretnie - w węglu.
To targu nie dobito...
Teoretycznie, to książę Adam Czartoryski mógł tym depozytem dowolnie dysponować. Na przykład obraz Da Vinci zdjąć z muzealnej ściany i powiesić u siebie w domu. Albo wycofać ze zbiorów jakąś kolekcję czegoś...
I tak nawet w 1997 roku zrobił. Część zbiorów z depozytu wycofał i po prostu... sprzedał. Także obraz Leonarda zaczął wędrować po różnych muzeach żeby na siebie zarabiał. Zbyt często i gęsto. I arcydzieło zaczęło podupadać na kondycji. Swoje oburzenie wyraził brytyjski oddział ArtWatch (monitoruje światowe dzieła sztuki uznawane za dorobek całej ludzkości). Nazwał te podróże i skutki "szaleństwem".
Książę w 2008 roku usunął zapis mówiący o zbiorach jako o "...historycznej, nierozerwalnej całości..."
Zmienił status fundacji tak, by kolejnym prezesem nie zostawał z automatu każdy następny dyrektor krakowskiego Muzeum Narodowego - na jego miejsce powołał swego kuzyna: Adama Zamoyskiego.
Państwo Polskie miało coraz mniejszy wpływ na losy kolekcji.
Zaczął też otwarcie mówić o podzieleniu kolekcji na części i rozmieszczeniu jej w kilku różnych miejscach. Kolejne zmiany statusu pozwoliły mu już na wyprzedawanie w celach zarobkowych tej części kolekcji, która powstała po 1939 roku. Państwo "zakupiło" w ten sposób sporo różnych eksponatów (prawie 2 000) czyniąc jednocześnie mocne starania o nabycie jej w całości.
Księciu brakuje ostatnio pieniędzy więc zakup doszedł po kilkuletnich staraniach do skutku.
100 milionów euro to dużo, lecz cała kolekcja warta jest aż kilkanaście miliardów złotych. Stanowi ją ponad 250 000 bezcennych książek oraz blisko 90 000 obiektów muzealnych. Porządnego remontu w końcu doczekają się też wszystkie pomieszczenia muzealne. Wcześniej nie było to możliwe, gdyż prawo zabraniało z publicznych pieniędzy zajmować się prywatnymi pomieszczeniami. Renowacji też zostaną poddane liczne dzieła.
Jest dobrze.
Teraz już można w spokoju czynić starania o wyjaśnienie zagadki czym jest widoczne na obrazie zwierzątko... :)
Cytat: Darion w 31 Marzec 2017, 21:07:51
Teraz już można w spokoju czynić starania o wyjaśnienie zagadki
... gdzie jest Portret Młodzieńca Rafaela , zaginiony w czasie wojny .
Polecam książkę 'Bezcenny' Miłoszewskiego ;)
1939-1945. Tak Niemcy jak też Rosjanie. Kradli wszystko co tylko miało dla nich wartość. Grabież dzieł sztuki była zaplanowana na szczeblu centralnym.
Nic nie możemy zrobić w obu przypadkach.
Niemcy - jeśli dzieła nie przepadły to są gdzieś w tajemnicy trzymane w prywatnych kolekcjach przez potomków tych "światłych i cywilizowanych" ludzi zza Odry. Jeśli nie wiemy gdzie i przez kogo to oficjalnie uległy one zniszczeniu podczas działań wojennych i nie istnieją.
(ostatnio "ruszyło" sumienie jednego z takich - tak naprawdę strona polska dowiedziała się o tym od pewnej osoby, która to widziała na własne oczy i ujawniła)
Rosja - tu już jest inny przypadek - ten cywilizowany inaczej naród wystawia je nawet w swoich zbiorach (na przykład Ermitaż) i też nie można wiele zdziałać - państwo to bowiem nie przestrzega pod tym względem żadnych norm, praw czy nakazów sądowych. Musielibyśmy odebrać je dosłownie siłą.
Utrata dzieł sztuki przez stronę polską jest wprost nie do wyobrażenia. Szacuje się je obecnie na kwotę ponad 30 miliardów dolarów.
Drugie tyle stanowią zabytkowe budowle i domy...
http://www.podkarpackahistoria.pl/2016/12/skradzione-skarby-sieniawy/
Z tego wątku najlepszy jest tytuł i taki wiele mówiący.
Rząd potrzebował sukcesu na polu kultury. Co prawda pisowski lud ma ten sukces w głębokim poważaniu, bo w przybytkach kultury raczej nie bywa. Dzieła wykupione przez rząd nie były własnością Czartoryskiego, ale fundacji. Bardzo precyzyjnie było ustalone co i jak można z dziełami należącymi do fundacji zrobić. W żadnym wypadku i nigdy nie mogło dojść do sprzedaży. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to kłamie.
Czartoryski to dupek i utracjusz i trudno mieć do niego zaufanie, ale do tego rządu tym bardziej. Czartoryski publicznie stwierdził, że grożono nacjonalizacją własności fundacji. Biorąc pod uwagę to, jak zniszczono stadniny koni, to nie jest taki krok całkiem niemożliwy w wykonaniu ekipy "dojnej zmiany". Dziwna była dymisja zarządu fundacji tuż przed wykupem kolekcji. A może raczej podejrzana. Śmierdzi ta sprawa na odległość. Może należałoby zapytać, który z wielmożów pisowskich miał ochotę na powieszenie sobie obrazu Da Vinciego w swoim salonie.
Aha i jeszcze jedno. Wybitne dzieła sztuki jeżdżą po świecie. To nie spisek i zamach, ale norma. Wielkie muzea wypożyczają sobie dzieła sztuki. Normalne. Tylko w świecie pisowskich spisków jest to podejrzane.
Druga część wątku o grabieniu naszych dzieł kultury podczas wojen to jakby inna bajka. Niestety takie już mamy położenie geograficzne, że dwie wojny światowe krwawo przetoczyły się przez nasze ziemie. Niektóre zabytki z Polski przebywają w Szwecji od czasów potopu i ten skądinąd cywilizowany naród nie zamierza nam ich oddać. Cóż, myśmy też czasem najeżdżali sąsiadów i grabili, ale to było dawno. Potem sąsiedzi urośli w siłę i się nam zrewanżowali. Karma. ;)
Wyprzedawał, wyprzedawał...
Tak bardzo potrzebował kasy na bieżące potrzeby, że stale chodziła mu po głowie jedna myśl: by z fundacji zrobić w końcu prywatne i dochodowe muzeum.
Był to początki lat 90-tych.
Nie udało się, ale to wtedy właśnie wycofał część zbiorów i je po prostu sprzedał. Za unikatową staurotekę (relikwiarz Drzewa Krzyża Świętego w bizantyjskim stylu) - jeden z kilkunastu takich na świecie, oddaną w depozyt zamkowi na Wawelu - zgodził się wziąć... 1 tys. zł. To kilkaset razy mniej niż wartość rynkowa tego artefaktu. Ale sprzedał wtedy hurtem coś z 2 tysiące eksponatów to i nazbierało się kilka milionów złotych jednorazowo. Nieprzychylny mu w tej sprawie zarząd fundacji po prostu odwołał zarzucając mu... niegospodarność.
Tak rozstawał się z nie jednym składem zarządu a finał tego zawsze lądował potem w sądzie. Ostatni też poddał się do dymisji będąc od początku przeciwnym sprzedaży zbiorów - nie ma w tym żadnego spisku.
Był czas, że skonfliktowany był z każdym w fundacji.
Wybitne dzieła może i jeżdżą po świecie ale na pewno nie przypomina to trasy koncertowej - rano tu, po południu tam. A już te najważniejsze z kolekcji opuszczają swoje miejsce raz na lat kilkanaście/dziesiąt.
Po prostu koszty. Koszty są niesamowicie duże jeśli chcemy rzeczywiście zapewnić temu dziełu przez cały czas najwyższe standardy bezpieczeństwa. To nie tylko sama kwota za "wypożyczkę". Nie każde muzeum stać na to.
"...Prawnicy twierdzą, że niezgoda na kradzież dóbr kultury podczas wojen, choć niezapisana, obowiązywała już w doktrynie wojennej z XVII w. Według nich daje to Polsce prawo do domagania się zwrotu dóbr kultury zrabowanych przez Szwedów, zwłaszcza że klauzulę zobowiązującą do tego zawarto w traktacie pokojowym, podpisanym w Oliwie w 1660r..."
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/664603,Nikt-tak-nie-ograbil-Polski-jak-Szwedzi
Może to tylko kwestia determinacji władz polskich...
Cytat: Darion w 03 Kwiecień 2017, 12:32:37Może to tylko kwestia determinacji władz polskich...
No to ten rząd na pewno odzyska zrabowane przez Szwedów dobra kultury... i wrak ze Smoleńska. :D