Jeden z kolegów podesłał mi uprzejmie link do wątku o hi-endzie na naszym "ulubionym" Audiostereo. Jako, ze nie był to wątek na Bocznicy, więc mogłem przeczytać bez rejestracji. A wątek jak już się domyślacie dotyczył znów sprzętu Hi-End.
Oczywiście hasło Hi-End działa na niektórych tamtejszych użytkowników jak dzwonek na psy Pawłowa. Zaczynają się ślinić i koniecznie muszą zabrać głos.
Najciekawsze jest to, że w tych dyskusjach zawsze na wierzch, w ten lub inny sposób wyjdą pieniądze. Oczywiście niby pieniądze nie grają i tak naprawdę nie chodzi o cenę, ale o wyjątkowe parametry, ale w końcu trzeba niedowiarków walnąć tym luksusem i ceną...
CytatTo samo dotyczy wszystkich innych branż jak motoryzacja, sprzęt sportowy, komputerowy itd. Po prostu jest postęp, w zależności od branży raz większy innym razem mniejszy ale jest. No i są pułapy luksusowe gdzie sprzęty są bardzo drogie ale też lepsze.
Miałem jednego znajomego kiedyś, który bezwarunkowo wierzył, że droższy przedmiot jest na pewno lepszy i producent nie zawyżył jego ceny by lepiej drenować portfele bogatych głupków, ale dlatego, że za wyższą cenę dostają oni odpowiednio lepszy towar. Wszelka dyskusja była bezprzedmiotowa. Ziarno wątpliwości zasiała dopiero informacja o złotym iPhone wysadzanym diamentami. Zapytałem go, czy taki telefon będzie dawał lepszą jakość rozmów albo będzie robił lepsze zdjęcia.
Oczywiście wiemy, że jest grupa ludzi, którzy chcą się wyróżniać z masy innych. Najczęściej nie wiedzą, inteligencją, czy dobrocią, ale właśnie luksusowymi dobrami materialnymi. Tak świat jest urządzony, że są biedniejsi i bogatsi. Ale ten świat bogatych, którzy chcą mieć coś wyjątkowego za duże pieniądze powoduje, że niektóre dobra materialne - te pożądane przez zamożnych snobów - szybują cenami pod niebiosa, ale ich jakość się przez to nie zmienia. Owszem, najczęściej zewnętrznie maja atrybuty bogactwa - iPhone ze złota, pozłacany ferrari, kolumny głośnikowe z wyjątkowo rzadkiego gatunku drewna, obudowa wzmacniacza wykonana z jednego bloku aluminium o wadze czterdziestu kilogramów, srebrne kable lub choćby jakieś szczególnie pracochłonne ręcznie wykonywane prawie jednostkowo urządzenia.
Co do ich jakości to bywa ku zdumieniu niektórych czasem nawet gorsza niż można się spodziewać i mam na myśli wartość użytkową, anie wygląd. Nie tak dawno miałem okazję słuchać w domu przedwzmacniacza gramofonowego za blisko 10 tysięcy złotych. Może nie jest to poziom
Ultimate lub
Ultra Hi-End, ale jeśli jeden mały składnik systemu audio tyle kosztuje, to nie jest to już budżetówka, ani nawet średnia półka. Przedwzmacniacz miał fatalne parametry, szumy większe niż mój Onkyo, a nawet jak czterdziestoletni JVC, z którego korzystam obecnie.
Ten przedwzmacniacz przypomniał mi pewną panią na rynku, na którym robię zakupy. Kupowałem niedawno truskawki i wybrałem te droższe, bo wyglądały ładniej. Gdy wróciłem do domu, okazało się, że dostałem kilogram zgniecionych i nadgniłych. Chciałem wrócić i zrobić awanturę, ale ujęła mnie swoim profesjonalizmem w robieniu z klienta idioty. Nic więcej rzecz jasna u niej nie kupię. ;)
Jakiś czas temu rozmawiałem ze znajomym zza granicy. Tam nie mieli lat komuny i gdy myśmy mogli sobie przeważnie popatrzeć na dobry sprzęt w katalogach zachodnich lub Pewexie, to oni mogli sobie kupować. Ten znajomy ma naprawdę wartościowy sprzęt zaliczany do grupy vintage, który kiedyś kupował można rzec z pewnym poświęceniem, bo to nie był sprzęt tani. Ale jak powiedział:
wtedy chodziło o to, by uczciwie pracujący robotnik, nauczyciel, urzędnik mógł sobie kupić taki sprzęt, jeśli mu naprawdę zależało. Musiał oszczędzać, ale ten sprzęt nie był poza zasięgiem jego marzeń.I dalej mówił:
dziś chodzi o to, że tak dobry sprzęt, byłby droższy niż mój dom i jest zdecydowanie poza moimi możliwościami. Dziś chodzi właśnie o to, by przeciętny robotnik, nauczyciel lub urzędnik nie mógł sobie kupić takiego sprzętu nigdy.Paradoksalnie właśnie czytając ten wątek z Audiostereo, o na przykład taki wpis:
CytatJeżeli ktoś ma dostęp do kolekcjonerskich urządzeń vintage,szczególnie wzmacniaczy i kolumn i gramofonów(nie piszę o wystawkowych szrotach)i choć trochę liznął tematu,to doskonale wie,że zdecydowana większość dzisiejszych wynalazków to zwykłe wydmuszki dla zamożnych głucholców. Widoczny postęp jest tylko w źródłach cyfrowych,pozostała część hi fi to bardzo często wręcz regres. Jeśli ktoś jest w posiadaniu wycacanego szpulaka i ma odpowiedni soft do odtwarzania,to doskonale wie, w jak opłakanym stanie jest współczesne hi fi. Łowienie jeleni a nie dbałość o detale,to jest teraz sport producentów hi fi.
pomyślałem sobie, że ten znajomy mój ma rację. Że odkrył mechanizm Hi-End. Muszą to być rzeczy wystarczająco drogie, by dla większości ludzi były całkowicie poza sferą marzeń. ;)
A poza tym to okazuje się, ze zarówno ci po jednej i drugiej stronie barykady wcale nie dyskutują o sprzęcie, ale zwyczajnie lubią sobie dowalać. ;)
Kiedyś droższy sprzęt rzeczywiście cechował się lepszymi parametrami lub przynajmniej dodano mu parę funkcji więcej - coś tę cenę jednak usprawiedliwiało. Inaczej też postrzegano kupującego. To był klient. Żeby więcej zapłacił coś tam więcej musiał też i otrzymać. Honor wytwórcy powodował, że chociaż według badań taki telefon stacjonarny średnio był wymieniany co cztery lata, to technicznie był zrobiony jak czołg - mógł bezproblemowo wytrzymać i dwadzieścia cztery...
Honor producenta odszedł wraz z odejściem, albo raczej nadejściem kolejnego pokolenia. Młodych, wykształconych, mających gdzieś zasady a sam klient został przemianowany na... frajera. Specjalnie projektuje się sprzęty mające się zepsuć po gwarancji żeby frajera szybciej doić. Teraz już się nie sprzedaje tylko doi! A jak jeszcze tanio się wyprodukuje i drogo sprzeda - radość z dojenia podwójna. Do tego wszystkiego wykorzystuje się tutaj jeszcze pewną cechę ludzi - mus pokazania się przed innymi, że oni są lepsi (bo bogatsi). Nie jest ważne, że w butiku za miastem ten sam jedwabny krawat stoi dwieście dolarów, mnie stać na zakupy w tym sklepie na eleganckiej ulicy, gdzie jest po dwa tysiące. Bo ja jestem ten "lepszy". I to właśnie udowodniłem.
Z drugiej strony. Ich kasa. Chcą przepłacać bezsensownie, niech płacą. Jeśli tylko przez to poczują się lepiej...