Nie zaliczam posiłku do dobrego jeśli w jego trakcie nie czytam gazety.
A kiedy biorę się za dokładkę pozostają już tylko streszczenia nadawanych w telewizji filmów i programów.
I nawet to człowieka potrafi "wzruszyć"!
Na jednym z kanałów poleci w niedługim czasie film niemiecko-amerykański "Walkiria".
"...by odsunąć od władzy nazistów płk von Stauffenberg ma podłożyć ładunek wybuchowy w kwaterze Fuhrera..." - czytam w zwiastunie. Odsunąć od władzy nazistów!
Szlag!
Kto pisze te bzdury utrwalane później w głowach następnych pokoleń?! Film o Dobrym Niemcu?! Akurat.
Stauffenberg był gnojem i jeszcze większym nazistą niż sam Hitler.
A samego Hitlera dlatego tylko chciał zamordować, gdyż ten w jego mniemaniu zbyt wolno i opieszale wszystko przeprowadzał . Co innego on. On potrafiłby przyśpieszyć dajmy na to zagładę Żydów tak, że w kilka miesięcy problem tego narodu byłby w końcu rozwiązany ostatecznie. Tak samo okupacja w Polsce, walki na froncie Wschodnim... Ot, taki "Zenek mechanizator" tamtych czasów.
Już teraz piszą głupoty a co będzie za lat dwadzieścia?
Za lat dwadzieścia będzie jeszcze ciekawiej. Przeprowadzone badania wśród dzieci na całym świecie ukazują ciekawe dane na temat kim chciałyby zostać w dorosłym życiu. Dziewczynki. W Azji to astronauta i inżynier, na Zachodzie większa połowa z pytanych chce wykonywać zawód (?) youtuberki, instagramerki bądź tiktokerki.
To może chłopcy uratują sytuację w przyszłości? Odpowiedź natychmiast dała mi kolejna strona programu telewizyjnego. A tam dokument "Obsesja na punkcie ciała".
"...młodzi mężczyźni coraz większą wagę przywiązują do swojego wyglądu... dążąc do fizycznej perfekcji..."
I tu mnie olśniło. "Mysi raj". Tak, tak.
To kryptonim badania naukowego przeprowadzonego na myszach i szczurach.
Eksperyment przeprowadzał przez wiele lat John Calhoun, naukowiec z Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego USA. Doświadczeń było kilka, trwały łącznie blisko 40 lat i za każdym razem dawały ten sam efekt.
Calhoun stworzył wspomnianym gryzoniom wzorcowe warunki do życia. Zero przeszkód w zdobywaniu (w ogóle nie było trzeba) żywności, nie musiały o nic walczyć z innymi osobnikami. Żadnych niebezpieczeństw (zero drapieżników) czy innych przeszkód w ich życiu (stały i nieograniczony dostęp do wody, idealna temperatura otoczenia, dostarczany budulec na legowiska...) - jak to mówimy - otrzymały idealne "cieplarniane warunki".
Badane zwierzęta po okresie "zapoznania się z panującymi warunkami" gwałtownie zaczęły się rozmnażać. Dolce vita.
Zaczęło się od czterech par zwierząt. Po 560 dniach było ich już 2200 sztuk.
I nagle coś pękło. Nagle gwałtownie spadła populacja stada gdyż równie gwałtownie spadła liczba zapładnianych samic. Samce przestały walczyć i zabiegać o samice. Zatracili także zupełnie umiejętność obrony swojego terytorium. W stadzie zaczęło przybywać "pięknych" - samców o cechach bardziej określających samice. Te ich w ogóle nie interesowały. Ich głównym zajęciem było tylko jedzenie, spanie i... czyszczenie futerek.
W 600 dniu urodziło się ostatnie żywe młode a w 1588 zdechł ostatni osobnik.
Żarcia w bród. Do tego dobrobyt, stabilizacja i spokój. Powszechny dostęp do usług medycznych. To już o nas, ludziach Zachodu. Chyba.
Dawno wojny nie było - mawiają starzy ludzie.
Święte słowa ,a ten przykład z myszami też często przytaczam jako dowód dekadencji społeczeństwa. Niedaleko pada mysz od człowieka.
Fakt. Nadmiar dobrobytu ogłupia i degeneruje.