Podobno najprostszym sposobem osiągnięcia nieśmiertelności jest umieszczenie swojego umysłu w... maszynie. Przewidywał to już Stephen Hawking.
I tak oto powstał już pierwszy taki prototyp robota, gdzie będzie można sobie kiedyś pozwolić na "zmagazynowanie" w nim swojej pamięci, myśli czy nawet uczuć.
Pierwsze urządzenie tego typu zostało skonstruowanie przez Martine Rothblatt (naukowiec, prawnik, biznesmen(ka) - dość ciekawa postać) i nazwane Bina-48 (
Breakthrough
Intelligence via
Neural
Architecture).
Na dzień dzisiejszy umożliwia aż 48 eksabajtów pamięci zaś jego moc obliczeniowa dysponuje wielkością 48 eksaflopsów. Swój wygląd robot otrzymał na cześć żony wynalazcy(ni).
"Głęboko wierzę, że takie umysłowe klony (mind clones) stanowić kiedyś będą największe osiągnięcie człowieka. Do tego dochodzą wręcz nieograniczone możliwości marketingowe. Generalnie, tak jak posiadamy smartfon czy konto w serwisie społecznościowym - w przyszłości wszyscy zapragniemy jeszcze posiadać własnego klona umysłu. Uczyni on, iż wszystko w naszym bieżącym bytowaniu będzie jeszcze bardziej przydatne, jeszcze bardziej wartościowe. Da to nam minimum dwa razy więcej czasu aby zrobić wszystko" - wypowiada się Martine Rothblatt dla Bloomberg News.
Cyfrowa "wersja" Biny Aspen powstała już prawie pięć lat temu. Wszystkie jej wspomnienia, odczucia czy myśli zostały zapisane w formie specjalnego kodu. To umożliwiło opracować jej świadomość w postaci czegoś podobnego do jej "cyfrowego bliźniaka". Kolejnym krokiem było skonstruowanie juz samego robota Bina-48 przez firmę
Hanson Robotics i następnie umieszczenie w nim tej cyfrowej świadomości Biny Aspen. Od dwóch lat trwają testy.
Stwarzając "mózg" maszyny na wzór tego ludzkiego uwzględniono w nim identyczny sposób magazynowania informacji, tworzenia emocji lub osiągania samoświadomości co w naturalnym.
W zasadzie android potrafi normalnie rozmawiać z innymi, odpowiadać na ich pytania a nawet posiada spontaniczne myśli. Zachowuje się jak człowiek. Dokładnie jak Bina Aspen.
Nie ma pośród Was chętnych na tę nieśmiertelność?
Nie dziwne. Zwykła ściema. Za którą pewnie trzeba jeszcze będzie konkretnie zapłacić.
To mniej więcej taka sama ta nieśmiertelność co czyjaś fotografia lub film. Ten drugi nawet lepszy, bo ruchomy; widać jak żyjemy :)
Człowiek tak długo jeszcze żyje ile trwa pamięć po nim. Ładne. Ale też w typie Biny-48.
No, szkoda. Trzeba jeszcze na tę nieśmiertelność poczekać...
Bogacze próbują, próbują....
Zaczynam wierzyć w możliwość "przegrywania" mózgu na "nowszy model" ciała. Jakieś postępy są. Wiem to od osoby kompetentnej.
I to będzie rodzaj nieśmiertelności.
O awatarach zmarłych osób mówiono w kontekście sztucznej inteligencji.
Żeby można było "pogadać" ze zmarłą osobą.
Dość dawno temu popełniłem tekst na temat robotów i sztucznej inteligencji. W dwóch częściach.
http://belfer.one.pl/2013/12/04/krzemowa-apokalipsa-1/
http://belfer.one.pl/2013/12/08/krzemowa-apokalipsa-2/
Nie bez powodu miało to tytuł "krzemowa apokalipsa".
Jeśli ktoś chce, to przeczyta. Tutaj pozwolę sobie wkleić jedynie końcowy fragment:
Cytat: BelferJuż dziś Amerykanie stosują system obserwacji ludzi w miejscach publicznych, który dzięki specjalnemu programowi ma wyłapywać osobników potencjalnie niebezpiecznych, którzy zachowują się niestandardowo. Gdy program komputerowy ogłosi alarm, wówczas interweniuje policja. Z przecieków wiadomo, że liczba fałszywych alarmów jest spora. A co będzie, gdy kiedyś decyzję co do unieszkodliwienia, uwięzienia lub zabicia powierzymy wyspecjalizowanym automatom?
Jakiś rodzaj nieśmiertelności na pewno.
Ale nie taka o jakiej myślę, że skoro mam żyć jeszcze dwadzieścia lat to "przeniosę się" do maszyny i mogę tam tkwić nieskończenie. Tutaj mam zużywające się ciało, a tam maszynerię, w której systematycznie można wymieniać podzespoły wciąż na nowe. Ale nadal to byłbym ja, moja świadomość. Zmieniam tylko "opakowanie". Jadąc tym czy innym samochodem nadal w środku jestem ten sam "ja".
Powyższy przypadek mi tego absolutnie nie daje. Na pewno nie mnie, gdyż wraz ze swoją śmiercią "znikam". Jestem tylko sztucznym wspomnieniem dla kogoś, kto jeszcze istnieje w tym ziemskim bytowaniu i mnie pamięta... Ta sama głowa :) , to samo brzmienie głosu, powiedzenia... Ale to tak jak patrzy się na wspomnianą czyjąś fotografię. To tylko czyjeś odwzorowanie, lecz nie on sam. Nie on sam rzeczywisty, autentyczny...
A mnie się marzy na serio :)
Ma oficjalny akt urodzenie (widnieją wpisani tam jego rodzice), ma oficjalne belgijskie obywatelstwo.
120 centymetrowy ważący około 20 kg robocik urodził się (inaczej nie można) w firmie Softbank Robotics. Od urodzenia zna ponad 20 języków. Pracuje w recepcji uniwersytetu.
Już od jakiegoś czasu Parlament Europejski pracuje nad ustawą określającą prawa i obowiązki takiej elektronicznej osoby. Stwierdzono bowiem, że skoro prace nad stworzeniem sztucznej inteligencji są już tak zaawansowane to można niektórym takim urządzeniom nadawać status osoby.
Belgowie jako pierwsi uznali maszynę za osobę. I tak w państwie tym jest już jeden sztuczny Belg.
Czy jeśli ktoś pomyśli sobie, że to przecież śmieszne jest (chociaż instytucja państwa do śmiesznych raczej się nie powinna zaliczać), to ten ktoś zwyczajnie jest... ? Hmm...