The best topic

*

Wiadomości: 3
Total votes: : 1

Ostatnia wiadomość: 13 Lipiec 2024, 19:41:13
Odp: Na starość też można prowadzić ... wysłana przez StaryM

Ostatnio spotkałem się z pytaniem, co sądzę o płytach 180 lub 200 gramów. Młody adept gramofonowego bzika twierdził, że takie płyty brzmią lepiej. Otóż nie. Na ten temat wypowiada się nawet producent wkładek Sumiko na swojej stronie:

Cytat: SumikoEven though 180g vinyl does not create better quality sound, there are several other reasons that you may prefer to play this heavier vinyl on your turntable.

Dlaczego winyle 180, czy 200 gramów nie brzmią lepiej od tzw. cienkich placków? Tłoczone są na dokładnie tych samych maszynach i z tych samych matryc, które służą do produkcji cieńszych płyt. Nie mają głębszych rowków, ani nie przygotowuje się dla nich innego masteringu. Ogólnie rzecz biorąc, płyty winylowe o gramaturze 180 gramów są trwalsze niż standardowe, co oznacza, że ��są bardziej odporne na zużycie i uszkodzenia przez lata. Rowki są takie same, więc zużycie igły będzie praktycznie takie samo. Będą jednak generalnie bardziej wytrzymałe, zapobiegając zarysowaniom i pęknięciom oraz zapewniając większą odporność na uszkodzenia.

Jednak mają zalety.Cięższe płyty winylowe prawdopodobnie będą się mniej przesuwać na talerzu gramofonu. Ta dodatkowa stabilność zapobiega podskakiwaniu igły i ramienia na płycie winylowej z powodu niepożądanych wibracji. To jest dobre dla igły gramofonowej.
Ponieważ materiał źródłowy dobrze nagrany będzie brzmiał lepiej przez dłuższy czas na płytach 180g dzięki stabilności i odporności na odkształcenia tego grubszego nośnika. Płyty grubsze rzadziej będą krzywe z powodu zmian temperatury, czy wystawienia na słońce.

Jednak taka płyta zmienia kąt śledzenia pionowego (VTA) igły. Jeśli mamy wkładkę o bardzo precyzyjnych wymaganiach kalibracji, to może się okazać, że dla płyt grubszych będzie potrzebna korekta VTA.
 
Przy tym wszystkim trzeba pamiętać, że bywają wytwórnie dla których tzw. audiophile vinyl to jedynie marketingowy chwyt i nie oznacza lepszej jakości.

180g.jpg
A man can never have enough turntables.

Oprócz głównej zalety, jaką jest większa stabilnosc, czyli odporność na wyginanie i falowanie, mają też wadę - jeśli VTA jest ustawiony dla płyt std, a szlif jest wysoki i bardzo wymagający, gramofon musi mieć możliwość jego szybkiej i wygodnej zmiany. 

Cytat: porlick w 20 Wrzesień 2025, 07:19:08jeśli VTA jest ustawiony dla płyt std, a szlif jest wysoki i bardzo wymagający, gramofon musi mieć możliwość jego szybkiej i wygodnej zmiany. 

Właśnie tak. Zatem jest to cecha, która niekoniecznie działa na korzyść płyt 180g.
 
A man can never have enough turntables.

Zupełnie się z wami nie zgadzam.
Różnica w wysokości pomiędzy płytą 140g a 180g to zaledwie 0,1 mm.
I stawiam butelkę szkockiej temu kto usłyszy tę różnicę w ślepym teście.
Więcej szkody wnoszą do VTA płyty krzywe.
Natomiast kluczowym parametrem dla płyt 180-200g jest ich gęstość wynikająca z ilości użytego granulatu.
I to ten parametr jest ważny, bo wpływa na jej sztywność i żywotność.
A kto wie 🤔 może i szumy 🤔

Ok, lecz bywają znacznie większe różnice w grubości. Zwłaszcza, że płyty "cienkie" mają z reguły grubsze obrzeże, więc pomiar ich grubości "po krawędzi" może być mylący. Płyty 180 g z kolei, zazwyczaj mają jednolitą grubość. Zauważmy, że większość mat gumowych ani nie dochodzi (podparciem) do samej krawędzi płyty, ani do etykiety- np wszystkie moje (płaskie) mają lekkie wklęśnięcie na środku, lub elementy podpierające ( wytłoczone listewki, itp) poza labelem i brzegiem.

Nie wszystkie płyty mają uniesiony do góry rant a pomiary ich grubości robiliśmy kiedyś w wyniku podobnej dyskusji.
Zabezpieczaliśmy płytę cieniutką folią przed uszkodzeniem po czym w ruch poszedł mikrometr.
Płyty były o ile pamiętam i te z epoki i obecne tłoczenia.
Gramatury również były różne ale łatwiej wówczas było o mikrometr niż wagę 🤭 (kolega był tokarzem).
Z tego co zapamiętałem różnice w pomiarach pomiędzy najcieńszą i najgrubszą płytą były rzędu 0,1 lub 0,13.
Wniosek z tego taki że dla VTA nie ma to najmniejszego znaczenia.
Ta regulacja kąta przeznaczona jest wyłącznie dla różnych grubości stosowanych mat i wysokości wkładek.





Przyznam się szczerze, że wcześniej nie mierzyłem grubości płyt. Informację o ewentualnym wpływie podałem za Sumiko. Ale dziś wziąłem elektroniczną suwmiarkę i wyszło mi, że te stare płyty z epoki mają (na obwodzie zewnętrznym) od 1,55 do 1,75 mm. Te 180g zaś mają od 2,16 do 2,23 mm. Oczywiście zmierzyłem tylko kilka, a nie wszystkie. Różnice więc sięgają od 0,41 do 0,68 mm. Powiedzmy, że średnio pół milimetra. No i oczywiście i tak @WOY ma rację, to nadal są pomijalne wartości. Trzeba byłoby mieć wkładkę bardzo, bardzo wrażliwą, bo taka różnica poziomu, gdyby ją przeliczyć na VTA (a to jest wartość kąta) to byłby zupełny ułamek wartości.
I powiedzmy szczerze, że ewentualne różnice w grubości slipmaty mają już prędzej jakieś znaczenie, bo są cienkie slipmaty milimetrowe i grube 5 milimetrów. Różnice w wysokości body wkładek tez są znacznie większe. Nie pamiętam teraz dokładnie, ale kiedyś to sprawdzałem na przykładzie dostępnych mi wkładek i to były nawet 4 milimetry. Gdy miałem przez jakiś czas Denona DP300F do różnych doświadczeń (bez regulacji VTA) to dobierając lep0sze wkładki musiałem uważać, by wysokość wkładki była taka sama jak wkładki bazowej (czyli AT-95).
 
A man can never have enough turntables.

Kolejny mit. Zetknąłem się z nim ostatnio na Facebooku, gdzie ludzie pokłócili się o reedycje albumów Beatlesów. Sprawdzałem ostatnio i Pierwszy album Beatlesów z 1963 roku kosztuje najwięcej jako first press. Tylko na Wyspach było kilkadziesiąt reedycji do połowy lat siedemdziesiątych. Wszystkie identyczne i analogowe, nikt ich nie remasterował, nie zmieniał i nie udoskonalał.

Płyta ze zdjęcia, sygnowana podwójnie - EMI i Parlophone - wydana zapewne została koło 1969 roku. Ciekawostka. Większość wydania wyprodukowała tłocznia francuska i na nich jest napis "Made in France", choć na okładce jest coś innego. Ta płyta ma "Made in GT Britain" i na Discogs nie dorobiła się osobnej wersji. Są do niej podobne, ale druk na labelu się różni. Za cholerę nie potrafię stwierdzić nic poza tym, że nie jest to first press. Czy reedycja będzie gorsza, jeśli ją remasterowano? Czasem tak, a czasem nie.

Remasterowane płyty bywają lepsze od wczesnych analogowych wydań. Przykładem mogą służyć niektóre płyty "Pink Floyd". Sami członkowie zespołu czasem oceniali pierwsze wydania jako gorsze, bo w reedycjach poprawiali coś, co wcześniej im się nie podobało. W analogowych wydaniach z lat 70 i 80 nawet o tym nie informowano w opisach płyt.

Na pewno każdy miłośnik winyli jest w stanie powiedzieć, które płyty remasterowane płyty jego zdaniem brzmiały lepiej niż pierwowzory. A w których remastering coś popsuł. Pamiętam dyskusję na FB, gdy podzieliłem się uwagą o tym, że "Wish You Were Here" brzmi dla mnie lepiej na niemieckim first pressie. Natychmiast ortodoksi stwierdzili, że współczesne wydania to szajs. Że to Loudness War i nic więcej. Oskarżanie winylowych wydań o loudnes war jest - eufemistycznie mówiąc - nieco na wyrost. W przypadku wspomnianej płyty nie chodziło o nic innego jak to, że ja już gorzej słyszę i nie jestem w stanie usłyszeć niuansów z nowszej wersji. Córka moja zaś uważała, że remasterowana płyta gra lepiej, bo jest więcej różnych "smaczków" w górnych rejestrach...

A więc nie ma reguły, że first press zawsze gra lepiej. Czasem trudno będzie zdobyć pierwsze wydanie w idealnym stanie. Przecież taka płyta grała czasem od 50 lat i często na prywatkach. A jeśli nawet nie, to często na znacznie gorszych gramofonach. Finasowo za to first press prawie zawsze będzie droższy.

emi-parlophone.jpg
A man can never have enough turntables.

Zauważ że prawie wszystkie te teorie tworzone są pod czysto biznesowy plan.
Handlarze dorobią ideologię do wszystkiego co tylko możliwe i branża audio nie jest tutaj wyjątkiem.
Owszem przekonują mnie czasem wypowiedzi na temat pierwszych tłoczeń bo to historia i coś niepowtarzalnego.
Znawcy płyt winylowych podają nawet szczegóły związane z oznaczeniem matrycy, która jest wyskrobana na fonogramie.
I ufam temu, bo wiadomo że matryca ma określoną żywotność i jest ważne ile wykonano z niej kopii.
Natomiast cała reszta służy wyłudzaniu kwot które mijają się i to mocno ze zdrowym rozsądkiem.
Każdy podchodzi do tych spraw indywidualnie. Ja swoją kolekcję traktuję w kategoriach czysto muzycznych.
Nie ma to większego znaczenia co, gdzie, kiedy.
Choć nie ukrywam że lubię pokazać oglądającemu odległą datę tłoczenia na winylu 😛