Nie wiem jak wy, ale ja nie wiedziałem, że Anthony Hopkins jest nie tylko aktorem, ale i kompozytorem muzyki klasycznej. Szczęka mi opadła.
"Margram" to tytuł utworu, który znalazł się na wydanej w 2012 r. płycie "Composer", na której kompozycje Hopkinsa wykonywała orkiestra symfoniczna Birmingham pod batutą Michaela Seala.
,,Chciałem zostać pianistą koncertowym, ale mi się nie udało" - tak kiedyś podsumował swą życiową drogę. Można mieć kilka oskarów, tytuł szlachecki nadany przez królową i czuć pewien brak w swoim życiu...
Płytę "Life Is a Dream" aktor wydaje w wieku 88 lat. Jak podkreśla, komponował przez całe życie. "Muzyka była moim pierwszym pragnieniem, pierwszym życzeniem" - twierdzi. "Podpisanie umowy z Deccą jest największym zaszczytem, jaki mnie spotkał".
"Margram" to tytuł utworu, który znalazł się na wydanej w 2012 r. płycie "Composer", na której kompozycje Hopkinsa wykonywała orkiestra symfoniczna Birmingham pod batutą Michaela Seala.
,,Chciałem zostać pianistą koncertowym, ale mi się nie udało" - tak kiedyś podsumował swą życiową drogę. Można mieć kilka oskarów, tytuł szlachecki nadany przez królową i czuć pewien brak w swoim życiu...
Płytę "Life Is a Dream" aktor wydaje w wieku 88 lat. Jak podkreśla, komponował przez całe życie. "Muzyka była moim pierwszym pragnieniem, pierwszym życzeniem" - twierdzi. "Podpisanie umowy z Deccą jest największym zaszczytem, jaki mnie spotkał".
Tak nawiasem pisząc 😉 dziś płyta gramofonowa ma urodziny. Ta drobnorowkowa, mająca na drugie imię longplay. W 1948 roku, w Columbia Records zaprezentowano ten standard.
To już 78 lat, a staruszka dobrze się trzyma. 👍
To już 78 lat, a staruszka dobrze się trzyma. 👍
Jest nowa strona nazwie Portal Muzyczny pod adresem portalmuzyczny.pl i chcę wam polecić bardzo dobry artykuł na temat audio voodoo.
Cytat: Jacek60 w 20 Czerwiec 2026, 20:31:36Na moje oko ta zmieniarka to jakiś BSR. Ogólnie dewastacja sprzętu i mebla. Szkoda.
No niestety. Oryginalny sprzęt po remoncie mógł grać dobrym dźwiękiem...
Na moje oko ta zmieniarka to jakiś BSR. Ogólnie dewastacja sprzętu i mebla. Szkoda. 

Miała być renowacja, wyszła dewastacja. 💀
Ponieważ lubię takie tematy jak renowacja starych przedmiotów, remontowanie, odnawianie itp., to Youtube często podsuwa mi tego typu filmy [dygresja: obecnie jest zatrzęsienie filmików generowanych przez AI, które z rzeczywistością nie mają nic wspólnego]. Ostatnio obejrzałem coś takiego:
Zanim napiszę o tym filmie, to kilka słów wstępu. Za oceanem w drugiej połowie XX wieku stały się modne takie "centra" medialne. W ich skład często wchodziło nie tylko radio i gramofon, ale również telewizor. Po jakimś czasie telewizory "urosły" i zyskały osobne życie (często również w osobnych meblach). Za to duże komody z radiem, gramofonem, a czasem i magnetofonem stały się takim centrum muzycznym w domu. Montowano tam lepszy sprzęt i porządne głośniki. Z biegiem czasu ta moda trafiła też do Europy zachodniej, choć takie "komody audio" były na pewno mniejsze. W Polsce również pojawiały się takie rzeczy, ale ich przeznaczeniem były raczej kluby, domy kultury lub szkoły. Z takich domowych kombajnów to występowały wyłącznie gramofony z radiem z reguły średniej jakości. Chyba najlepszy jakościowo był zestaw "Polonez" wyprodukowany już znacznie później. Składał się z gramofonu "Emanuel", kaseciaka i radia na poziomie "Duetu" lub "Amatora". Dziś jest tego niewiele i miłośnicy dawnych sprzętów nie są też skłonni wyskakiwać z butów. Cóż, jaki kraj, takie vintage.
Na filmie widzimy przeróbkę starej komody audio kupionej za 25 dolarów. Rzucają się w oczy głośniki z magnesami AlNiCo. Zestawy są trójdrożne i stereo.

Jak przyjrzeć się dokładnie to głośnik basowy ma przynajmniej 25 cm średnicy. Niejednemu z nas zaświecą się oczy i chętnie dalibyśmy te 25 baksów za same głośniki. Gramofon to tzw. record changer średniej zapewne jakości. Nie zidentyfikowałem go.

Dalsza część filmu pokazuje odnowienie drewnianej obudowy, ale dopiero końcówka jest szokująca. Przyzwoity sprzęt, lampowy wzmacniacz i radio, które dałoby się naprawić, gość zastąpił chińskim szajsem pod nazwą Victrola. W dawnych czasach biali osadnicy kupowali od Indian skóry zwierząt, a także ziemię płacąc im bezwartościowymi szklanymi koralikami [dygresja: tak wiem, czasem płacili wódką, a nawet zarażonymi ospą kocami]. Dziś Chińczycy za przejętą amerykańską technologię płacą Amerykanom koralikami o nazwie Victrola.
W moich oczach to jest zaprzeczenie idei renowacji. Mniej więcej coś na poziomie influencerki, która zabytkowy stolik art deco maluje na różowo, bo to takie glamour. Zmarnowano potencjał fajnego przedmiotu, robiąc z tego kicz.
PS. Na filmie widać moment, gdy wykonawca trzyma w ręku chiński mały wzmacniacz, ale nic w efekcie końcowym nie wskazuje, by został zastosowany. Zatem nabywca owej komody będzie grał na tych małych chińskich pierdziawkach wbudowanych w kartonowe pudełko pseudogramofonu.
Zanim napiszę o tym filmie, to kilka słów wstępu. Za oceanem w drugiej połowie XX wieku stały się modne takie "centra" medialne. W ich skład często wchodziło nie tylko radio i gramofon, ale również telewizor. Po jakimś czasie telewizory "urosły" i zyskały osobne życie (często również w osobnych meblach). Za to duże komody z radiem, gramofonem, a czasem i magnetofonem stały się takim centrum muzycznym w domu. Montowano tam lepszy sprzęt i porządne głośniki. Z biegiem czasu ta moda trafiła też do Europy zachodniej, choć takie "komody audio" były na pewno mniejsze. W Polsce również pojawiały się takie rzeczy, ale ich przeznaczeniem były raczej kluby, domy kultury lub szkoły. Z takich domowych kombajnów to występowały wyłącznie gramofony z radiem z reguły średniej jakości. Chyba najlepszy jakościowo był zestaw "Polonez" wyprodukowany już znacznie później. Składał się z gramofonu "Emanuel", kaseciaka i radia na poziomie "Duetu" lub "Amatora". Dziś jest tego niewiele i miłośnicy dawnych sprzętów nie są też skłonni wyskakiwać z butów. Cóż, jaki kraj, takie vintage.
Na filmie widzimy przeróbkę starej komody audio kupionej za 25 dolarów. Rzucają się w oczy głośniki z magnesami AlNiCo. Zestawy są trójdrożne i stereo.
Jak przyjrzeć się dokładnie to głośnik basowy ma przynajmniej 25 cm średnicy. Niejednemu z nas zaświecą się oczy i chętnie dalibyśmy te 25 baksów za same głośniki. Gramofon to tzw. record changer średniej zapewne jakości. Nie zidentyfikowałem go.
Dalsza część filmu pokazuje odnowienie drewnianej obudowy, ale dopiero końcówka jest szokująca. Przyzwoity sprzęt, lampowy wzmacniacz i radio, które dałoby się naprawić, gość zastąpił chińskim szajsem pod nazwą Victrola. W dawnych czasach biali osadnicy kupowali od Indian skóry zwierząt, a także ziemię płacąc im bezwartościowymi szklanymi koralikami [dygresja: tak wiem, czasem płacili wódką, a nawet zarażonymi ospą kocami]. Dziś Chińczycy za przejętą amerykańską technologię płacą Amerykanom koralikami o nazwie Victrola.
W moich oczach to jest zaprzeczenie idei renowacji. Mniej więcej coś na poziomie influencerki, która zabytkowy stolik art deco maluje na różowo, bo to takie glamour. Zmarnowano potencjał fajnego przedmiotu, robiąc z tego kicz.
PS. Na filmie widać moment, gdy wykonawca trzyma w ręku chiński mały wzmacniacz, ale nic w efekcie końcowym nie wskazuje, by został zastosowany. Zatem nabywca owej komody będzie grał na tych małych chińskich pierdziawkach wbudowanych w kartonowe pudełko pseudogramofonu.
Miałem ochotę zaobserwować, ale u mnie były gęste chmury...
Teraz, ustrzelone
komornikiem.
