The best topic

*

Wiadomości: 3
Total votes: : 1

Ostatnia wiadomość: 13 Lipiec 2024, 19:41:13
Odp: Na starość też można prowadzić ... wysłana przez StaryM

Po ostatnim wypadzie po płyty wróciłem między innymi ze wznowieniem The Alan Parsons Project i płytą wydaną pierwotnie w 1979 roku - "The turn of a friendly card".

Kolejna grupka - tylko dwuosobowa -  twórców studyjnych. Nie koncertowali, swoje kompozycje nagrane z pomocą innych zatrudnionych muzyków wydawali wyłącznie na kolejnych płytach.
Dwoje niezwykle utalentowanych ludzi. Potrafili tworzyć utwory o dużych walorach artystycznych i jeszcze do tego odnieść sukces komercyjny. A to prawie nigdy nie idzie w parze.
Duet rozpadł się dopiero na początku lat 90-tych po konflikcie personalnym i to nie ze sobą.

Płyta w typowym klimacie dla tego zespołu wybrzmiewa zdradzając czasy swego pochodzenia. Muzyka nie jest skomplikowana, jest genialnie prosta i nie ma w niej jeszcze tyku dźwięków-ozdobników, to dopiero pojawi się wraz z nadejściem kolejnej dekady. Świetne aranżacje, wyważony wokal, genialny zmysł melodyczny - doskonałość. To w końcu oni nadali ostateczny szlif muzyce rockowej po erze The Beatles. Zawodowcy.


Coil - "The Ape of Naples"

Nie znam się, to się wypowiem.

Sorry, że się czepię. Ale "wicie, rozumiecie" ten typ tak ma. ;)
The Alan Parsons Project – progresywna grupa rockowa założona przez Alana Parsonsa i Erica Woolfsona.
Ponieważ nic mi nie wiadomo, by któryś z nich poszedł w ślady braci Wachowskich, to było ich dwóch, a nie dwoje. ;)
A co do reszty pełna zgoda, świetna muzyka.
A man can never have enough turntables.

Niepoprawnie? Uuuu... to niedobrze. Proszę dokonać stosownej korekty.

Bardzo ich lubię, to jeszcze...


Kolejna płyta. To już szósta w ich dorobku - "The eye in the sky" z 1982.

Także ją posiadam ze wznowienia stąd mam zestaw powiększony. Podoba mi się to, że na płycie jako bonus umieszczono utwory w innych wersjach - jakieś "prototypy", demo, zaśpiewane przez innego wokalistę...

To już inne czasy i trochę inne brzmienie. Nie ma też już tu znanych z wcześniejszych dokonań rozbudowanych w czasie długich utworów z mocno zróżnicowaną aranżacją. Mniej instrumentów znanych z orkiestr, więcej syntezatorów. Ale w subtelnej formie. Wyraźny rytm na basie, to lubię.
Bardzo przebojowa. Nastąpił też lekki ale i wyrazisty zwrot w stronę popu. Coś z muzyki filmowej... To czasy, gdy rock progresywny już był w odwrocie. Panowie potrafią iść z duchem czasów i robią to po swojemu - genialnie.
Zespół wydając każdą kolejną płytę zawsze obierał sobie jakiś motyw przewodni; pod niego powstawały później wszystkie teksty piosenek. Motywem dla tej płty była religia, różne aspekty związane z wiarą, wierzeniem. Album na bardzo wysokim poziomie muzycznym i realizatorskim. Słucha się go z prawdziwą przyjemnością.



A ja 11 listopada sobie słuchałem Koncertu Fortepianowego nr 1 in E Minor. Tego sfrancuziałego Chopina co to się gził na Majorce z babą przebierającą się za chłopa. Tfu, co za gender. A na dodatek słuchałem najlepszego wykonania ever zagranego przez Żyda Artura Rubinsteina w Londynie w 1961 roku.
Dobrze że chłopcy oenerowcy nie przechodzili w pobliżu. ;)
Słuchałem z Jutuba, bo tylko to miałem na podorędziu, ale dziś przyszła płytka CD z dwoma koncertami Chopina. Najlepiej wydane 20 zł od dość dawna.  Nie  jestem jakimś wielkim tam koneserem muzyki poważnej. Spora jej część mnie nudzi. Ale ten Chopin to przewali się przez emocje jak czołg. A takie to niby brzdąkanie ;)
I słucham, słucham i nasłuchać się nie mogę.
A man can never have enough turntables.


Ja proszę państwa dziś słucham "Relics". Niestety płytka troszkę sfatygowana. Ale i tak piękna muzyka. ;)
Ostrożnie z tą siekierką Eugeniuszu...
A man can never have enough turntables.

Утро - "Утро"

Nie znam się, to się wypowiem.