The best topic

*

Wiadomości: 3
Total votes: : 1

Ostatnia wiadomość: 13 Lipiec 2024, 19:41:13
Odp: Na starość też można prowadzić ... wysłana przez StaryM

Witajcie. Czy w dobie kina domowego ma to jeszcze sens? Kiedyś, trzy, czy cztery dekady temu, było to dość popularne rozwiązanie- przykładem jest nawet stosowanie podobnych rozwiązań w radiach produkowanych seryjnie, nawet w Polsce, czyli chocby Merkury. Sam robiłem wtedy taki układ pasywny, z głośnikami tylnymi łączonymi szeregowo (w przeciwfazie) pomiędzy plusami L i P. Po dyskusji na innym forum, postanowiłem wykonać układ działający podobnie, ale tym razem aktywny, by nie wprowadzać nadmiernych ingerencji w sygnał głośnikowy. Dawno temu była opisywana matryca Haflera, w której sygnał tylny był dekodowany na wzmacniaczu różnicowym. Postanowiłem wykorzystać tę ideę, wykorzystując końcówkę mocy z wejściem symetrycznym- na wej. nie odwracające podać jeden kanał, a na odwracające, drugi. Wykonałem instalację "na pająka", posłuchałem paru płyt i... Zachęcony pozytywnym wrażeniem, postanowiłem zrobić coś bardziej "salonowego". 
Oto wzmacniaczyk w obudowie po zepsutym chińczyku, zasilacz 15V sprawia, że układ na TPA3116 da ok 25-30 W w zależności od impedancji głośników tylnych, czyli ich połączenia: szeregowo, lub równolegle, by impedancja wypadkowa była ok 4 ohm. Oczywiście należy uważać na fazę połączenia Lt i Pt, która musi być zgraną z przodem, czyli Lt i Pt będą względem siebie w przeciwfazie. Tak to wygląda obecnie, bo teraz pracuję nad stojakami do głośników tylnych (nie mam możliwości postawienia ich na meblach). Uwaga- żeby dźwięk był bardziej naturalny, nie należy przesadzać z poziomem, a odległość tyłów zalecana jest nawet większa, jak od słuchacza do przodów.Screenshot_2025-06-25-18-49-24-871_com.miui.gallery-edit.jpg Screenshot_2025-06-25-18-48-38-309_com.miui.gallery-edit.jpg Screenshot_2025-06-25-18-45-37-164_com.miui.gallery-edit.jpg

Odsłuch (na prowizorce, ale ten sam układ, bez docelowej obudowy): płyty koncertowe- bardzo interesujący efekt, po prostu przeniesienie na widownię, otoczenie słuchacza oklaskami i innymi głosami z widowni, kapela nadal na scenie. "Płyty tradycyjne", baza wychodzi poza kolumny, i to bardzo szeroko. Jak pisałem, byle nie przesadzić z głośnością, bo robi się dziwnie. Zasilanie, które zastosowałem, daje zapas mocy na blisko 10s cichego grania. Ciekawie "wygląda" , jak podczas grania wyłączam tył i szybko siadam na miejsce. W momencie zamilknięcie tyłu, baza momentalnie "zjeżdża się" do szerokości kolumn i wtedy słychać, co to tak naprawdę robi ze stereofonią. Fajna zabawka. Posłucham trochę, jak już będę miał docelowy sprzęt (głośniki na statywach) i zdecyduję, czy zostawić na stałe.

Na tyłach zmieniłem bardzo prowizoryczne głośniki na lepsze i nie da się ukryć, że jakość i wrażenia słuchacza, mogły się tylko poprawić. To w 3/4 Philips (jeszcze z XX wale dolne pasmo obsługuje 10 cm TVM. Zwrotnica oczywiście nowa- pierwszego rzędu z L-padem. Wykonana tak z premedytacją, bo TVMy są prawie szerokopasmowe, ciągną równo do ponad 11 kHz, lecz ciąłem trochę niżej. Obudowa z plastiku, lecz chyba księgowy miał jeszcze mało do powiedzenia- są wewnątrz gęsto żebrowane dla usztywnienia ścianek. Zatopione w tworzywie mosiężne gwinty do uchwytów są super pomysłem. Stojaki to naprawdę prosta konstrukcja, z płyty wiórowej, stalowej, malowanej rurki i jakichś przejściówek hydraulicznych (te sreberka :). Skręcone gwintem z metra. Pod spodem plastikowe, wykręcanie nóżki, które wkrótce pokażę w "częściach zastępczych". Pochodzą z kuwety z częściami na wagę, z Ikei. Caly worek kosztował mnie 10 zl.
Screenshot_2025-09-28-22-09-07-468_com.miui.gallery-edit.jpgScreenshot_2025-09-28-22-09-30-435_com.miui.gallery-edit.jpg

Przypomniałeś mi, że kiedyś z wielkim zainteresowaniem próbowałem sobie zmajstrować ambiofonię (bo chyba to się tak nazywa). Były to ciekawe czasy, choć to był okres peerelowskiej biedy i bylejakości. Efekty były interesujące. Teraz już nie bawię się tym. Koncerty czasem oglądam i słucham na zestawie kina domowego i jeśli nawet nie ma dźwięku wielokanałowego, to można włączyć wszystkie głośniki i efekty sa podobne do tych, jakie opisałeś...
A man can never have enough turntables.

Miałem 3 podejścia do kina domowego: pierwsze, gdy w czasie burzy padł mi amplituner stereo Sony, kupiłem okazyjnie kino "jednopudelkowe" Samsung, nawet wysoki model, lecz głośniki przednie były Radmora, LS-10. Sub pasywny też mojej konstrukcji, na STXie 25 cm. Gralo to bez porównania lepiej, jak z plasticzaków z kpl., lecz od poprzedniego zestawu- mocno na minus. Kupiłem więc amplituner kinowy Panasonica, mając nadzieję, że poważniejszy sprzęt przyniesie poprawę. Przody pozostały, bo były świetne, sub został "zaktywizowany". Poprawa była, ale nadal tęskniłem za poprzednim zestawem stereo. Potem była Yamaha, amplituner stereo z firmową resztą klocków. Po dłuższym czasie znów zachciało mi się zmian, więc Yamaha stereo została zastąpiona nową Yamahą, tym razem 5.1. Nie zagrzała miejsca zbyt długo 😁 bo jej miejsce zajął stereofoniczny Denon, który mnie zabawia do dziś.

Ja natomiast nigdy nie miałem ciągot w kierunku domowego kina😋 i w ogóle fonii wielokanałowej.
Wszystkie zarobione dudki zawsze lokowałem w podwyższanie standardu stereo. 
Co nie znaczy że nie popełniałem błędów w wyniku niewłaściwych wyborów i robiłem sobie krzywdę finansową😤

Ale słuchając tych wielokanałowych rozwiązań kina domowego, zawsze odnosiłem wrażenie że ani to dobre kino ani dobre stereo.

Coś w tym jest. Moim zdaniem, sprzęt "kinowo domowy" zbyt mocno ingeruje w zawartość sygnału, by efekt uprzestrzennienia sygnału stereo był odbierany naturalnie. Co innego nagrania ze ścieżką 5.1.
Mój " system Hafflera,' nie ingeruje w sygnał tak mocno- nie ma sztucznego pogłosu czy opóźnienia. 

Cytat: WOY w 29 Wrzesień 2025, 21:25:32Wszystkie zarobione dudki zawsze lokowałem w podwyższanie standardu stereo.

Moje zabawy z ambiofonią to lata PRL, miałem wtedy to, co mogłem mieć, a więc się trochę interesowałem dodatkami. Hasło "quadro" było wtedy modne. A więc nawet pseudo quadro wydawało się ciekawe. Współcześnie moje poszukiwania szły raczej w kierunku zestawów głośnikowych i wkładek gramofonowych.

Cytat: WOY w 29 Wrzesień 2025, 21:25:32Ale słuchając tych wielokanałowych rozwiązań kina domowego, zawsze odnosiłem wrażenie że ani to dobre kino ani dobre stereo.
Kino domowe nigdy nie będzie kinem. Do muzyki też się nie nadaje za bardzo. Jednak przekonałem się, że dźwięk jest ważną częścią odbioru filmów, więc lubię z tego korzystać. Wielu twórców traktuje dźwięk po macoszemu, szczególnie w polskim kinie. Ale są też wyjątki, niżej cytat o tym.

Cytat: https://recenzja.info.pl/film/czerwone-maki/,,Czerwone maki" zasługują na kilka pochwalnych opinii. Po pierwsze, to jeden z niewielu filmów polskich, w których jest dobry dźwięk. Aktorzy mówią wyraźnie, a na dodatek Netflix oferuje napisy po polsku. Po drugie, jeśli będziemy oglądać film w kinie lub mamy wielokanałowe kino domowe, to będziemy pod wrażeniem efektów dźwiękowych podczas bitwy. To naprawdę jest niesamowite. Nie przeceniam tych efektów, ale przyznam, że przypomniały mi się wojenne filmy amerykańskie.

Z filmów, które oglądałem w ciągu ostatnich lat w domu doskonale wspominam Petera Jacksona cały cykl filmów opartych o prozę Tolkiena. Tam dźwięk jest zrealizowany mistrzowsko. I odbierałem te efekty lepiej niż kiedyś w kinie.
Z seriali za to doskonale oceniam Mindhunter, który bardzo minimalistycznie podchodził do efektów przestrzennych. Ale było kilka scen, w których efekty genialnie wspomagały obraz. Na przykład scena, gdy detektywi idą do więzienia spotkać się z seryjnym mordercą. Widzimy jak idą i słyszymy przestrzennie odgłosy więzienia, jakieś przesuwanie drzwi, wrzaski więźniów itp. Kino domowe jest tu nieocenione, bo przecież serialu nigdy nie zobaczymy w prawdziwym kinie.

A man can never have enough turntables.